Jest niemal czwarta rano.
Klęczę na dywanie pośród porozrzucanych słów,które kleją się do pięt,ud i palców.
"Różnimy","ktoś","nic","nic,nic dwa razy","świata"...

Tak więc wdeptuję w dywan rozmaite wyrazy,odrywam je też od skóry,a śmierdzę strachem jak zwierzę.To dlatego,że panicznie boję się zawieść oczekiwania (głównie własne).
A jednak prawda,myślę,gapiąc się na granatowiejące (czy istnieje taki przymiotnik?)okno.Zapach strachu istnieje.Czuję go wyraźnie,choć równie dobrze może to być również kawa,zajęty dzień,wczorajsze papierosy,niedoschnięty od czterech lat tynk na ścianach mojego pokoju.Podobno zwierzęta rzeźne trzeba zabijać na tyle szybko,aby się nie zdążyły wystraszyć,bo pot śmiertelny sprawia,że mięso jest niesmaczne.
Gdyby mnie teraz zabito,nasuwa się więc wniosek,byłabym niezwykle gorzka na języku bezimiennego fana mięsiwa.


Name:


Komentarze:

26.06.2008 :: 13:51 :: 62.69.192.54
Maeve
To tylko parę dni i będzie po wszystkim.