|
Mam doprawdy paskudny charakter. Całe szczęście,że znam się na ortografii,inaczej cała sprawa byłaby naprawdę przegrana.A tak mam nawet szansę przedstawić swój punkt widzenia bez ryzyka. Weszłam do kwiaciarni.Długi ogonek.Chłodne powietrze pachnące roślinami,zawsze lubiłam ten mikrokilmat.Czekałam za cudzymi plecami.Zadzwoniła Miłość moja,z telefonem przy głowie przepuszczałam przed sobą ludzi:zdecydowanego faceta o wyłupiastych oczach,bezbarwną kobietę. Jedna z ekspedientek miała wygląd bezsprzecznie gotycki-włosy czarno farbowane,prosta grzywka,kolczyki mniej liczne niż moje,ale mimo wszystko zdawała mi się barwniejsza ode mnie. Stoję,czekam,cieszę się słodkimi słowami przez mikrofon.W końcu rozłączamy się. "Proszę?"-pyta inna niż poprzednio florystka,nieładna,o ciężkim podwoziu. Uprzednio kupiłam pęk irysów od ulicznej babci(dwa żółte,jeden fioletowy),i mam zamysł ozdobić je jakimś liściem,wstążką,gipsówką. Przekazuję kobiecie koncepcję,ona mówi głosem nieprzyjemnym(a może tylko rutynowym),że samych dodatków nie sprzedają. Przez cały czas,jak stoję w kolejce,trzymam w ręce kartkę wyjętą ze stojaka pośrodku kwiaciarni. Kartka jest naprawdę ładna:z czerpanego papieru,i ma prawdziwy mały,rudy liść wklejony w centrum,przysłonięty tylko celuloidowym okienkiem. Kiedy nieuprzejma kwiaciarka odmawia przyozdobienia mojego skromnego bukietu,irytuję się i wychodzę.Niespiesznie.Kartkę wciąż trzymam w dłoni.Później tego dnia wpiszę w nią dedykację:"buziaki od córki z okazji dnia mamy!" Pióro elegancko ślizga się po miłym papierze. Name: Komentarze: 28.05.2008 :: 18:44 :: 79.184.141.63 |