Znowu zatęskniłam za życiem na walizkach.
Pewnie dlatego,że mi aktualnie za mieszczańsko-a przecież kotłując się po kartonowych pokojach do wynajęcia bywałam szczęśliwa o wiele,wiele rzadziej niż teraz.
Krótko powiem:do przeszłego modelu "globtroterskiego" nie wróciłabym za nic.Ale do zmodyfikowanego-proszę,chwytam tylko torbę i już.Nie martw się,Kochanie,tym razem nie będę się długo przygotowywać do wyjścia.Wystarczy,że umyję zęby,i że nie będziesz zwracała uwagi na to,jak skromnie wyglądam au naturel.Wszystko mogę rzucić w diabły,wszystko oprocz Ciebie.Cała reszta trzyma się na takiej cieniutkiej nitce! Miejsca,obrazy.I tak nic nigdy nie zostaje takie samo,obojętnie,jak bardzo się tęskni,czy jak niesamowicie chciałoby się wracać przez parę lat do identycznego pokoju na przykład,żeby sobie wyrobić poczucie bezpieczeństwa.Ludzie są niczym dostawy twarowe w sklepie:przybywają,ktoś ich chwyta,odchodzą,mają tylko swoje sezony.Potem się za nimi tęskni,ale co,oni mają to gdzieś,trzeba przywyknąć.
Można pojechać na piknik w to samo miejsce w lesie i tysiąc razy,ale nastrój będzie inny podczas każdego weekendu,towarzystwo się przetasuje,zmieni się fason modnych akurat spodni,kobiecych fryzur,piosenki puszczane w radiu i zapachy perfum.

Postanowiłam,że nie będę więcej osobą destrukcyjną,usunęłam więc z uszu większość kolczyków.Wlaściwie,usnęłam je całkowicie na potrzeby wizyty w sądzie,ale później,zestresowana do granic oraz permanentnie zła,poddałam się masażowi indyjskiemu.I pani ubrana na biało rozlewała mi ciepły olej na plecy,naciskała,miesiła ciało jak ciasto,potem położyła na chwilę dłonie na moich uszach.Uszy były miękkie i nagie,po raz pierwszy od pięciu lat kompletnie pozbawione ozdób.Cudze dłonie na głowie i uszach zamykały energię.Przynajmniej tak czułam.I nie było to złe zamykanie,ale takie,które coś zmieniło.Kiedy mogłam unieść głowę z leżanki,spostrzegłam otoczenie jako jasną,miłą,przyjemnie prywatną,ale nie odgrodzoną,zamszową przestrzeń o zapachu lata.Za oknem było miękko.Lagodnie przeciągnęłam się pod ręcznikiem i poczułam,że moja radość została odblokowana.Uśmiech marszczył kąciki oczu,był niewymuszony.Szaleńczo ucieszyłam się z Twojego głosu w słuchawce,z kadzideł,które zapaliłam w domu,z tego,że robi się ciemno i można zapalić świecę w kolorowej osłonie.

Nie włożyłam więcej swoich kolczyków.Miałam ich po osiem w każdej małżowinie,wszystkie dziurki przekłułam sama.Kiedy byłam trochę młodsza,wymyśliłam sobie,że każda z nich ma coś znaczyć.W praktyce znaczyły jednak tyle,że uszy bolały przy zetknięciu z poduszką,z dłonią i kiedy deszcz padał.Przywykłam do dyskomfortu.Teraz zdaję sobie sprawę,że biżuteria była datownikiem moich autoniszczycielskich zrywów,a ponadto,że nie można było mnie wygodnie pogłaskać.Delikatne miejsca ukryte i zabezpieczone,na ostro.Zobaczyłam w końcu,że to niepotrzebne,i,żeby nie brnąć ze skrajności w skrajność,zostawiłam z jednej strony trzy kolczyki,a z drugiej-dwa.
Teraz już nic nie znaczą.Nie szkodzą.Po prostu wyglądają tak,jak mi się podoba.





Name:


Komentarze:

08.07.2008 :: 00:58 :: 89.100.119.46
gbajson
Hahaha, wymowa Dun Laoghaire tez mnie powalila na kolana. Z 10x musialem uslyszec zeby zapamietac. Pozytywny wpis.

05.07.2008 :: 20:54 :: 87.194.50.234
moriarty
tez mnie ciagnie po swiecie :-) a widok wszelakich torow, pociagow i dworcow kolejowy przyprawia mnie o mily dreszcz