Link Dzisiaj mamy 01.lipca.2007 :: 22:59 Mon petit cadeau(2)



Mając na nazwisko "Czerep" wolałabym raczej uniknąć rozgłosu.



Zawstydzony penis z penisem i skrzydełkami.
Link Dzisiaj mamy 01.lipca.2007 :: 23:28 Mon petit cadeau(3)



Biblia dla mas?




Link Dzisiaj mamy 05.lipca.2007 :: 22:34 Mon petit cadeau(2)



Krowy nie są "czymkolwiek" !





A zakazy pieprzyć.



Link Dzisiaj mamy 21.lipca.2007 :: 00:00 Mon petit cadeau(1)





Przywiozlszy nieco na skorze pozloty,wiecej piasku,pare podarkow i mnostwo zdarzen zapamietanych,powrocilam dzisiaj do miasta z gryfem w herbie.
Konca dobiegla pierwsza wspolna podroz duetu KA.
Co prawda smieszne pierscionki dla dzieci z plastikowa rozyczka zamiast oczka,kore kupilysmy jedynie polpowaznie,nie przetrwaly proby czasu,bezczelnie sie rozpadajac-my jednak bylysmy twardsze.Nie pekajac,juz raczej topiac sie,przezylysmy dwa tygodnie o slodkosci i jednej tylko klotni,moja dziewczyna i ja.

Najbanalniej na swiecie,razem usypialysmy i wstawalysmy razem {za sprawa niepojetego jakiegos mechanizmu budzac sie niezmiennie o 11:30}.
K. przygotowywala kanapki na sniadanie,ja zalewalam woda herbaciane torebki plawiace sie w plastikowych kuflach,ktore wyprosilysmy w pobliskiej smazalni ryb,aby miec wlasne naczynia.
Po sniadaniu i papierosie na dzien dobry wypalonym w oplotach syntetycznej firanki jak welon,K.ruszala do lazienki,zawsze skromnie zawinieta w recznik.Ja ten recznik przewiercalam wzrokiem,niepotrzebny byl wcale,zakrywal jej smaczna bujnosc,odkrajal mocne,gladko zarysowane ramiona od korpusu,mechacil czysta linie talii,co zadziwiajaco geometrycznie przechodzila w biodra jak ze starozytnych freskow.Rozczochrana kreska tkaniny biegla przez uda wykrojone z polkola,przez piersi zawsze z zawstydzeniem chowane.Na karku-kilka kosmykow burzowych wlosow,co uciekly z przypadkowego,prysznicowego koczka.Jasna skora.Brwi,ktore K. z posykiwaniem tudziez poswieceniem podskubywala przed zdezelowanym lusterkiem ustawionym na parapecie naszego tymczasowego pokoju.Szeroko otwarte,lesnozielone oczy,weglowoczarne rzesy,ktore uwielbiam lizac.Przeciagniete na podobienstwo frazy "uhmmm" w charakterze powaznego potwierdzenia.
Piosenka i bajka.

I wiele jeszcze drobiazgow.

Pokazy fajerwerkow,kiedy K.nie wypuszczala mojej dloni ze swojej,bo ja sie balam plomykow,ktore zostawaly z petard i z wysoka spadaly w widownie jak przeskalowane meteoryty.
Wedrowki po falochronie i jedwabistych jak maka wydmach.Slowa,slowa,slowa.Uprawianie milosci za papierowocienkimi drzwiami obwieszonymi bezwladnymi korpusami recznikow.Wspolne nabijanie sie z malych glupstw.Suszone zwloki rozgwiazd,z ktorych przyrzeklam nam uczynic bizuterie.
Jej zainteresowanie polityka i moje gazety dla podstarzalych pan domu.
Jej umiejetnosc sie przytulania,jej cieplo z umyslu plynace,jej zapach-jakby goracych ciasteczek z dodatkiem cukru wanilinowego. I moja kompletna nieumiejetnosc mowienia,kiedy trzeba.

Tesknie teraz,oczywiscie.Dziwacznie bylo slyszec Jej glos w telefonie,kiedy po calodziennej podrozy zadzwonila oznajmic,ze dotarla do swojego miasta,domu.

Bez sensu,sam glos bez czlowieka,ktory zaledwie pare godzin wstecz calkiem realnie stal obok.

Glosu nie mozna poglaskac.




To my,kiedy na plazy swietujemy" trzeciomiesiecznice".




To kanapki.
Po lewej,autorstwa K.-kwiat,ktory daje buzi.
Po prawej,moje dzielo-serce,ktore sie usmiecha.




To my,kiedy sie nabijamy z nowego krzyku mody,co we wladanie wzial gawiedz na Wybrzezu,mianowicie z rozowych czapek w srebrne czaszeczki,takich wlasnie:


Tutaj-jeden z wieczorow na krancu falochronu.
"Glupkuu"-marudzila K.-"przestan juz z tymi zdjeciami..!".















Seria nadmorska cz.II-Bóg Czasu Wakacyjnego.
Link Dzisiaj mamy 23.lipca.2007 :: 13:14 Mon petit cadeau(1)



Boga Wakacji napotkalam podczas ktorejs z K. i moich dalekich wedrowek.

Pewnego dnia zapuscilysmy sie w kraine,gdzie potok wyplywal z lasu,i,ciurkajac niczym tluczone na kamieniach szklo,wbiegal do morza korytem meandrujacym pomiedzy skalami z gliny.

Bog do polowy urodzil sie z kawalka granitu,od polowy zas cialo jego stawalo sie gliniana rzezba.
W uchu tkwil mu kolczyk-muszla sercowka,w usmiechnietych szeroko ustach-fajka.Wodorostowe wlosy wichrzyly sie na wietrze,kiedy z niezmienna radoscia nalewal niewidzialne,dobre fluidy do tak samo jak on wrosnietego w granit pucharu.



Seria nadmorska cz.III
Link Dzisiaj mamy 25.lipca.2007 :: 20:47 Mon petit cadeau(0)


Poprosze.A do tego kilka kurzych zebow.



Nieupowaznionym wstep wzbroniony!
Link Dzisiaj mamy 26.lipca.2007 :: 21:15 Mon petit cadeau(0)


Tylko dla konsumentow..?






Link Dzisiaj mamy 28.lipca.2007 :: 15:41 Mon petit cadeau(1)
Moje imie brzmi

tandetny towar z przeceny garazowej
trujacy cukier rafinowany
tania dziwka
okrzyk "fajna dupa" wydalany przez centrummiastowego menela
plastik
potwarz
zwyczajnosc do pozygania



-
innymi slowy znowu jestem blondynka,ktorego to stanu rzeczy zywiolowo nienawidze,ale co mozna zrobic,kiedy sie dostalo taki a nie inny genow zestaw.Nie bede przeciez przez cale zycie biegac od sklepu do domu z nowym kolorem wlosow w reklamowce.

Kryzys identyfikacji,imidzu,integracji(wewnetrznej),wszystko na i.

A wszyscy Wy,co mowiliscie mi,ze jako bialoglowa znacznie sie lepiej prezentuje niz w wydaniu tycjanowsko-nasyconym,jesli sie z zachwytu na moj widok od tej pory posrywac w bolach nie bedziecie,to wam po proletariacku jebne.
Ot co.







Let me tell u sth 'bout love,babes......


Link Dzisiaj mamy 29.lipca.2007 :: 15:51 Mon petit cadeau(0)




*

(Na wszelki wypadek spiesze przetlumaczyc.
Napis glosi:"milosc to grzyb".)

**

Pantofelki,przypadkowo ujete w kadrze,nie maja tu nic do rzeczy.





Wedlina.
Link Dzisiaj mamy 31.lipca.2007 :: 23:48 Mon petit cadeau(1)

Zgadnij,jak zareagowala matka mojego ojca,babcia zwana,na wiesc,ze w przyszlym tygodniu wybieram sie do Afryki?

Nie,nie przerazila jej odleglosc,lwy,tygrysy i Murzyni.
Nie zabronila mi rozmawiac z nieznajomymi.
Nie pozdrowila swojego syna,a mojego ojca,u ktorego w tej Afryce bede mieszkac.
Nie poprosila nawet,bym jej przywiozla wydrazona noge slonia,zeby sobie w niej mogla postawic parasol.

Zamiast tego polecila stanowczo,abym zabrala ze soba wedline.Duzo wedliny.
Dlaczego?Albowiem jej znajomi,co odwiedzili wspomniany kraj,zabrali ze soba wedline.
Babcia uwaza teraz najwidoczniej,ze kazdy,kto jedzie do Afryki,powinien wziac ze soba wedline.

Matka moja skomentowala to krotko i zwiezle.
"Ona sama jest wedlina"-powiedziala,chichoczac.-"Wielka,chodzaca wedlina".


(Nie tylko chodzi.Mowic tez potrafi.)







Archiwum

2008
8
7
6
5
4
3
2
1
2007
12
11
10
9
8
7
6
5
4
3
2
1
2006
12
11
10
9
8
7
6
5
4
3
2
1
2005
12
11
10
9
8
7
6
5
4
3
2
1
2004
12
11
10



Linki

PlanetOut

lesbijka

ploty

SS

YuMe

database

o ludziach

streetpeeper

Dublin!

streets of warsaw

tak chodzą tam daleko

the sartorialist

bańka

komikslista

Mar.

M.

winne

J.

L.

BM

P.

uTube

?

zawartość niekwestionowana

ukradnijmy muzykę.

elegance in stupidity




(c) layout by Inez for Szablony.Blogowicz