Link Dzisiaj mamy 06.czerwca.2006 :: 23:25
Mon petit cadeau(2)
Jutro o 5:30 rano zacznie się moja podróż.
Najpierw samochodem do Berlina,stamtąd,samolotem,do Londynu,skąd ostatecznie,na pokładzie kolejnego samolotu,dostanę się do Irlandii.Konkretnie,do Dublina.Brzmi tak ładnie,tajemniczo.Myślę,że gdybym w tej chwili nie zaczynała już odrobinę tęsknić za wszystkimi i wszyskim,co zostawiam na te dwa miesiące,to mogłabym odczuwać jedynie przyjemną ciekawość.W końcu,po raz pierwszy w życiu trzeba będzie samemu zapracować,obrazowo mówiąc,na własny tyłek.Znaleźć robotę.Znaleźć mieszkanie.Zarządzać finansami tak,aby staczyło przynajmniej na jedzenie.
Przy pożegnaniach płakało mi się samo,bez udziału woli.
Tyle spraw było do załatwienia,bankowych i nie.
Czy o czymś nie zapomniałam?
Dowiem sie dopiero,gdy dotrę na miejsce.
Cieszę się,że nie jadę sama.Będą ze mną A.i O.
Będzie pewnie tak,że nigdy tego nie zapomnę.Będzie dobrze.
opowiem kiedyś moim dzieciom,jak to przez dwa miesiące żywiłam się suchym chlebem,porterem tudzież resztkami zeskrobanymi z tależy w trakcie ich zmywania w jakiejś podrzędnej restauracji.[Uśmiecham się teraz szeroko,bo pewnie faktycznie tak będzie]
Może znajdzie się ktoś,kto nauczy mnie irlandzkiego?Taki piękny język.
Właściwie ciągle nie wierzę,że już jutro znajdę się na jakiejś wyspie cholerne tysiace kilometrów od domu i będę musiała nauczyć się myśleć po angielsku!
Pakowanie oczywiście zostawione na ostatnią chwilę..czas zaczynać.
Ciekawe,co zanotuję w moim nowym zeszycie z okładką w prążki,który kupiłam specjalnie na okres irlandzki..?
Link Dzisiaj mamy 10.czerwca.2006 :: 18:38
Mon petit cadeau(5)
laptop stoi na parapecie dublińskiego mieszkania pewnego pana T.,który jest kuzynem O.,i który przygarnął ją,A.i mnie z ulicy niemalże.Mieszkamy zatem na razie z panem T.oraz jego przyjacielem i dziewczyną[to Angielka o najbardziej elegackim akcencie świata].
W klawisze laptopa stukam ja,osiemnastoletnia bezrobotna[na razie ]Polka pełna wielkich oczekiwań.
Dublin jest inny od wszystkich miejsc,jakie odwiedziłam do tej pory,doskonale inny.Na ulicach tłum wszelkich barw,narodowości i wyznań-a wszyscy tak mili,ze to się wydaje aż dziwne.Policja nazywa się garda i wcale nie zwraca uwagi na ludzi przechodzących przez ulicę na czerwonym świetle[tutaj wszyscy tak zresztą robią,bo zielonego można się nie doczekać].
Tabliczki oznajmujące nazwy ulic i placów wypisane są w dwóch językach-angielskim i irlandzkim.
Piwo jest bardzo mocne i bardzo dobre.
Utrzymanie szalenie drogie,ale O.,A i ja oszukujemy los,żywiąc się zupkami w proszku przywiezionymi z Polski tudzież pizzą z Tesco za 2 euro.Śpimy w salonie wspomnianego kuzyna-cudotwórcy na sofie,do której dosunięte są dwa fotele.W kącie salonu-hałda,co składa się z naszych toreb.
Podoba mi się tutaj.
2008
876543212007
1211109876543212006
1211109876543212005
1211109876543212004
121110
PlanetOutlesbijkaplotySSYuMedatabaseo ludziachstreetpeeperDublin!streets of warsawtak chodzą tam dalekothe sartorialistbańkakomikslistaMar.M.winneJ.L.BMP.uTube?zawartość niekwestionowanaukradnijmy muzykę.elegance in stupidity
(c) layout by Inez for
Szablony.Blogowicz