Będę-Link Dzisiaj mamy 08.maja.2008 :: 22:52
Mon petit cadeau(0)
Będę pisać.
Na początku pewnie troszeczkę kulawo,bo się od tego odzwyczaiłam,ale trzeba rozwijać umysł,a częste szukanie tematu odpowiedniego dla tego miejsca to godziwe wyzwanie.Tak mi się wydaje.
Pozbyłam się znienawidzonej części włosów.
Kiedy chuda fryzjerka orzynała je fachowo,to jakby odwiązywała mi od głowy minione domy,kamienie,kraje,pory roku,kolory i scenariusze.Mogę mieć je wszystkie w dupie od tej pory,bo już nie wiszą przywiązane do moich uszu.Teraz mam głowę całkowicie pojemną i wolną dla nowego wiatru.Jeszcze tylko na końcówkach czają się ostatnie chemiczne płomyki farby-a kiedy je pourywam,cofnę się w czasie o przeszło dwa lata jak w komputerowej grze.Przewinę film,zgrzyyyt,o,tak,część zaś wykasuję.Zostanie tylko to,co dobre.
Biblioteczne fiszki (Kot pod literą K):Link Dzisiaj mamy 09.maja.2008 :: 13:17
Mon petit cadeau(0)
skatalogował się na drzemkę.
Link Dzisiaj mamy 12.maja.2008 :: 00:51
Mon petit cadeau(2)
W piątek uznałam,że czas się wskrzesić.
Ostatnie dni spędziłam,grypowo gorączkując na sofie przed telewizorem migającym logo MTV,ale tego było już raczej dość,słońce dawało czadu oknem,nade wszystko zaś wiedziałam,że będziesz na dworcu o 19:45.
Wyszłam zaraz z łóżka i zaczęłam sprzątać.
Najpierw ogarnę mieszkanie,zadecydowałam-a później stworzę śliczne jak z pudełeczka dziewczę,co pomacha Ci bukietem kwiatów na peronie.
Przystąpiłam do dzieła,ktore to dzieło polegało na pracy fizycznej i było w rzeczy samej dosyć parszywe.Przeważnie czołgałam się po podłodze z mopem w objęciach.Chciałam,żeby wszystko było takie przyjemne,kiedy przyjedziesz!
Myślałam sobie,że tym razem na pewno ze wszystkim zdążę.
Pukanie do drzwi rozległo się akurat,gdy postawiłam lewą stopę w prysznicowym brodziku.
Zaklęłam,aczkolwiek mdło,bo wiadomo z doświadczenia,że jeśli człowiek stoi nago we własnej łazience i potrzebuje dla siebie mniej więcej pół godziny,to zaraz w odwiedziny przyjdzie listonosz albo akwizytor.Spadaj,powiedziałam bezgłośnie w stronę drzwi wejściowych,po czym odkręciłam kurek i wsadziłam głowę pod wodę.Wtedy zadzwonił telefon.Przypuszczałam,że to Ty,rzuciłam się więc łapać aparacik.
"Halo?"-wydyszałam do głośnika.
"Kochanie,jesteś w domu?"-zapytałaś zaraz,Twój słodki głos nieco podejrzliwy.
"Jestem.."-odparłam radośnie.
"..A jest szansa,że otworzysz mi drzwi?"
W półmroku korytarza byłaś cała jasna i pachniałaś dniem wyjętym z lipcowego kalendarza.Twój kołnierzyk przy moim nosie,guzik Twoich jeansów zimny na moim gołym brzuchu,kiedy przytuliłaś mnie mocno na powitanie.Ręcznik spadł na podłogę,świeciłaś mi w oczy uśmiechem,trzymałaś wielki snop żółtych tulipanów.Wsadziłam głowę w bukiet,pocałowalaś mnie,śmiałyśmy się przy ledwo zamkniętych drzwiach.Straciłam na chwilę głowę i dopiero Ty musiałaś przypomnieć,że przecież jestem chyba w trakcie kąpieli?
Bukiet wstawiłyśmy w końcu do wypełnionego wodą miksera.Tylko on był wystarczająco duży.
StaraLink Dzisiaj mamy 13.maja.2008 :: 00:19
Mon petit cadeau(1)
-Czy pani nie jest za stara na huśtawkę?-zapytał chłopiec,wtykając buzię w szparę pomiędzy sztachetami niskiego płotu okalającego plac zabaw.
Gówniarz był na tyle mały,że należało go odprawić łagodnie.
-Nie-mruknęłam,ryjąc stopami w ciepłym piasku.
-A mi się wydaje,że właśnie tak!
Odwrócil się i pobiegł,mrużąc oczy od słońca widziałam,jak się naradza z kolegami:kremowa koszulka,pasiasta koszulka,niebieska koszulka i hulajnoga,a żaden z nich nie miał więcej niż metr dwadzieścia.
-Spadaj babo!-przy płocie kolejny podniecony głosik na granicy chichotu,i zaraz tupot tenisówek po trawie,kolejna narada bandy trojga.O,już nadchodzą,widać,że się trochę boją.Ten w kremowej koszulce jest najbardziej hej do przodu,kuca na piasku tuż koło drabinek.
-Żeby się huśtawka nie urwała!
-Nie urwie się-mówię mu,bo chcę spokoju:tak przyjemnie się bujać,gdy zamykam oczy,jest całkiem jak spadanie.
-Słyszę,jak trzeszczy!
Ponieważ ja też,szczerze mówiąc,słyszę,jak trzeszczy, wiem już,że synkowi musi się oberwać.
-Te,gówniarz,matka cię nie pilnuje?-pytam agresywnie.-Do domu,już.A jak nie,to oberwiecie zaraz wszyscy,won.
-A możę ja chcę się bawić?-pyta buńczucznie,jednak koledzy wiercą się niepewnie,słyszę,jak szepczą:"dobra,dobra,zostaw ją".
-A mnie to gówno obchodzi!Do domu!
Odchodzą gęsiego i przez czas jakiś kręcą się jeszcze po trawniku w złudnej nadziei,że zaraz sobie pójdę.Z daleka widzę,jak rozmawiają z wybiedzoną wiekiem kobietą w czarno-białej marynarce a la lata osiemdziesiąte.
Odwracam się.Gołębie są bardzo podobne do kur,łażą koło nóg faceta wybierającego puszki ze śmietnika.Na wściekle zielonej ławce gadają ze sobą dziewczyna i chłopak,już od godziny albo coś koło tego,rozpromienieni.Dwie dzielnicowe laski palą Marlboro i jedzą lody.
Zwieszam się z huśtawki,ściskając łańcuchy spoconymi palcami.
Belka skrzypi,a świat wywraca się na zewnątrz jak oko i staje na głowie.
Działalność wywrotowa wg.anonimowego twórcy...Link Dzisiaj mamy 13.maja.2008 :: 21:55
Mon petit cadeau(2)
.....czyli co najlepiej zrobić z własnym środkowym palcem.
(Tak naprawdę,ja również nie lubię straży miejskiej.Oraz policji,bo funkcjonariusze paskudni i nieskuteczni,niestety.)
Bajka dla Ciebie.Link Dzisiaj mamy 16.maja.2008 :: 22:37
Mon petit cadeau(0)
Zadzwoniłam do Ciebie przed chwilą,chciałam Ci znowu coś opowiedzieć."Abonent czasowo niedostępny",powiedział automat.
Pewnie właśnie jedziesz windą.
(Lada jaki moment,mały niczym kichnięcie,a ja już się niepokoję)
Dłubię w komputerowych klawiszach nieco bezradnie,bo chciałabym napisać coś ważnego bez ujawniania osobistych smaczności,a to raczej trudne.
Słowo"zawsze" zmieniło charakter,jest teraz raczej nieskończonym ciągiem rozmaitych wyobrażeń niż hasłem.Jest codzienną cudownością,jest i wielością kwestii,które należy pojąć.Składa się z wcieleń mnożonych po kilkadziesiąt,i,na koniec,jest także odruchem ochrony.
Więc przeklinam odległość,w wyobraźni kreuję Jedno Miasto,które nie posiada w sobie odległości,bo kto by sobie nimi w Idealnym Świecie,kolokwialnie mówiąc,dupę chciał zawracać.
Wciskamy "stop" ,czas zatrzymuje się w zwyczajnym wymiarze i startuje w kolejnym,nagle robi się go zatem mnóstwo.Podkręcamy słońce niczym żarówkę,wskakujemy do morza prosto z chodnika głównej ulicy..
A może inaczej?
Zmrok letni.
Mogłybyśmy siedzieć na wysokim balkonie,z nogami wystawionymi między prętami balustrady.
Powietrze pachniałoby ciepłym kamieniem,trawą,Twoimi perfumami,które nosisz jak drugą tożsamość.Magia wytrząsalaby się z butelki wina jak z kwiatu paproci.Obserwowałybyśmy ludzi,co łaziliby po chodniku parę pięter w dół,z tymi wszystkimi światłami wielkiego świata wyzierającymi zza ramion.
Całowałybyśmy się,a słowa wypowiadane pomiędzy pocałunkami byłyby wyłącznie ładne.To trwałoby długo,tak długo,że niebo zrobiłoby się w końcu jasnoblade i można byłoby w wietrze wywęszyć,że już nie jest póżno,lecz wcześnie.
Wtedy zamknęłybyśmy za sobą drzwi,powiesiły na klamce tabliczkę z napisem:"nie przeszkadać",i ta tabliczka pozostałaby na miejscu dopóty,dopóki mchem by nie porosła.Powój oplątałby słupek z domofonem na parterze domu,dzikie wino-pilot do telewizora,pszczoły zrobiłyby sobie gniazdo w zmywarce do naczyń.Pies przynosiłby nam zakupy i gazety z wiadomościami.Chadzałby do sklepu z koszykiem na szyi,z biegiem lat wszyscy znaliby go już doskonale i pozdrawiali grzecznym dzień dobry,a on odpowiadałby:"jak się macie?"
O,chyba dopiero wtedy uczucie nieustannego oczekiwania mogłoby zelżeć.Ale,wiesz co?
Ja absolutnie nie chcę przestać czekać!
Link Dzisiaj mamy 18.maja.2008 :: 23:30
Mon petit cadeau(0)
Wędrowałyśmy Lasem Deszczowym,a pies miał czerwoną chustkę na szyi i brzuch cały w błocie.
Kapało z gałęzi,drzewa rakietowo łupały niebo,ociekały kwiatami.W szuwarach rzeki gadały żaby,"chodź do mnie,chodź",nawoływały się.
Mijałyśmy zapach pokrzyw (co byłoby,gdyby wrzucić człowieka w takie haszcze wysokie na metr?)
-zapach nawłoci-zapach ptasiego ziela.Nad nami mnóstwo chmur.Po kolorach dnia ciężko byłoby się zorientować,czy to czerwiec,czy marzec,Ty natomiast nosiłaś swoje barwy pięknie,jak zawsze.Tęczówki masz tak niezwykle błękitne,nie,lazurowe,kobaltowe,świetlistoszare,i to jeszcze nie wszystko:kiedy spojrzeć na Ciebie z nagła,zda się czasem,że Twoje oczy świecą same,nawet bez odbitego słońca.Obserwowanie owego zjawiska jest nieskończenie pochłaniające,a już najbardziej kocham,kiedy patrzysz na mnie w pewien szczególny sposób.Nie wiem,jak to robisz,ale masz takie spojrzenie,które akurat idealnie zastępuje uśmiech(czy nawet coś do powiedzenia).
Wędkarze posługiwali się wędkami długimi niby lunety,siedzieli na stołkach o teleskopowych nogach,ubrani w niesłychanie profesjonalnie wyglądające kombinezony.
Wszystko to sprawiało wrażenie jakiegoś nowomodnego sportu.Jedynie biedne ryby były po staremu.
szczęśliwośćLink Dzisiaj mamy 21.maja.2008 :: 23:04
Mon petit cadeau(0)
Kończąc nastawiać pranie,sięgnęłam po butelkę płynu do zmiękczania tkanin.
Był pomarańczowy.
Nalałam trochę do zakrętki i powąchałam,pachniał ostro,znajomo.A,tak,przecież to likier advocat!
Odstawiając butelkę do szafy spostrzegłam napis na etykiecie:"happiness".
KradzioneLink Dzisiaj mamy 28.maja.2008 :: 03:24
Mon petit cadeau(1)
Mam doprawdy paskudny charakter.
Całe szczęście,że znam się na ortografii,inaczej cała sprawa byłaby naprawdę przegrana.A tak mam nawet szansę przedstawić swój punkt widzenia bez ryzyka.
Weszłam do kwiaciarni.Długi ogonek.Chłodne powietrze pachnące roślinami,zawsze lubiłam ten mikrokilmat.Czekałam za cudzymi plecami.Zadzwoniła Miłość moja,z telefonem przy głowie przepuszczałam przed sobą ludzi:zdecydowanego faceta o wyłupiastych oczach,bezbarwną kobietę.
Jedna z ekspedientek miała wygląd bezsprzecznie gotycki-włosy czarno farbowane,prosta grzywka,kolczyki mniej liczne niż moje,ale mimo wszystko zdawała mi się barwniejsza ode mnie.
Stoję,czekam,cieszę się słodkimi słowami przez mikrofon.W końcu rozłączamy się.
"Proszę?"-pyta inna niż poprzednio florystka,nieładna,o ciężkim podwoziu.
Uprzednio kupiłam pęk irysów od ulicznej babci(dwa żółte,jeden fioletowy),i mam zamysł ozdobić je jakimś liściem,wstążką,gipsówką.
Przekazuję kobiecie koncepcję,ona mówi głosem nieprzyjemnym(a może tylko rutynowym),że samych dodatków nie sprzedają.
Przez cały czas,jak stoję w kolejce,trzymam w
ręce kartkę wyjętą ze stojaka pośrodku kwiaciarni. Kartka jest naprawdę ładna:z czerpanego papieru,i ma prawdziwy mały,rudy liść wklejony w centrum,przysłonięty tylko celuloidowym okienkiem.
Kiedy nieuprzejma kwiaciarka odmawia przyozdobienia mojego skromnego bukietu,irytuję się i wychodzę.Niespiesznie.Kartkę wciąż trzymam w dłoni.Później tego dnia wpiszę w nią dedykację:"buziaki od córki z okazji dnia mamy!"
Pióro elegancko ślizga się po miłym papierze.
2008
876543212007
1211109876543212006
1211109876543212005
1211109876543212004
121110
PlanetOutlesbijkaplotySSYuMedatabaseo ludziachstreetpeeperDublin!streets of warsawtak chodzą tam dalekothe sartorialistbańkakomikslistaMar.M.winneJ.L.BMP.uTube?zawartość niekwestionowanaukradnijmy muzykę.elegance in stupidity
(c) layout by Inez for
Szablony.Blogowicz