Link Dzisiaj mamy 01.maja.2007 :: 19:02
Mon petit cadeau(2)
Dzisiaj stracilo waznosc moje haslo internetowego dostepu.
Musialam ustawic nowe.Slowo dla umyslu poreczne,odpowiednio dlugie...
Poszlam na latwizne,wybralam imie Panny K.
[Ma akurat szesc liter i najpewniej go nie zapomne]
Link Dzisiaj mamy 08.maja.2007 :: 16:32
Mon petit cadeau(3)
Pobilam sie wczoraj z kobieta.Jarmarcznie,ordynarnie,glosno i ze wszech miar beznadziejnie.
Ona skonczyla bez bluzki,ja- bez buta.
Byloby to smieszne,gdyby nie było zalosne.Przyczyny?
Kobieta owa niezmiernie utrudniala mi robocze zycie [pracowalysmy razem],prezentujac styl bycia ordynarno-nieuprzejmo-cwaniacko-zgorypatrzaco-zlosliwy.
Ponadto grozila,iz moge od niej "dostac w morde,jesli bede sie stawiala".
Bylam zawsze chlodno uprzejma i usilowalam wytlumaczyc,ze nie zycze sobie podobnego traktowania.Nie dotarlo.Dziewcze owo kocha prawo piesci nade wszystko.
"No,to dawaj,no,to dawaj"-zachecala,wypinajac piers w koguciej postawie,pewna,ze zrobie jak zwykle dotad,aby miec spokoj:wzrusze ramionami i odejde.
[niewielka dygresja-O,Panie,na co mi przyszlo,zeby sie z podobnym prostactwem buraczanym zadawac].
Prosila,zatem dalam.Nigdy nie zapomne wielkiego zdziwienia w jej pustych oczach,kiedy podlug zasady mowisz-masz zaserwowalam zamaszysty cios w kosc policzkowa.
Co dzialo sie pozniej,tego nie pamietam zbyt dobrze.Wiem jedno-swolocz byla ode mnie wyzsza,grubsza tudziez starsza o przeszlo trzy lata.Zlapala mnie za wlosy i wytargala spory kosmyk.Ja,z drugiej strony,naniszczylam jej odrobine prywatnego mienia,bo koszulke oraz okulary.Wyrwalam jej z uszu kolczyki,kopnelam tak,jak sie kopie mezczyzn.Ufam,ze bardzo ja boli.Bo mnie,szczerze powiedziawszy,boli.Glowa i samopoczucie.I nigdy dotad nie mialam pragnienia,by uczynic komus fizyczna krzywde,tym razem zas przez dwadziescia cztery godziny nie moglam spac,nie moglam jesc,nie moglam robic nic trzesacymi sie z ogromnej wscieklosci dlonmi.
Link Dzisiaj mamy 09.maja.2007 :: 18:10
Mon petit cadeau(0)
Brytyjskie kolejowe polaczenia fascynujacymi sa tworami.
Ktos,kto je projektowal,posiadal najwyrazniej niezwykle specyficzna idee wygodnej podrozy.Uwazal widocznie,ze najbardziej komfortowym sposobem na dotarcie do miejscowosci B,oddalonej od miejscowosci A o mniej wiecej 30 kilometrow,jest minimum czterokrotne przesiadanie sie [przy czym za kazdym razem nalezy czekac na dworcu co najmniej dwadziescia minut].
Anglia doskonale wie,ze wyjezdzam w poniedzialek,i na pozegnanie pluje mi na glowe swoim 'trejdmarkowym' deszczem.Dziekuje bardzo.Musialam dzis kupic parasol.
Kupilam takze dla Panny K.urodzinowe podarunki.Kompletuje dla Niej paczke od ponad tygodnia i nie mam doprawdy pojecia,co jeszcze moglabym ofiarowac.Szukam czegos wiecej,gdyz caly czas sadze,ze paczka o zawartosci takiej,jak teraz bedzie o wiele za skromna.Ufam,iz trafie w gust Panny K.
Staram sie pamietac [pamietam],jakie kolory Ona nosi i fasony,i w jakim stylu bizuterie,ale przeciez tak czy inaczej kupujac prezent kazdy czlowiek sugeruje sie choc troche wlasnym gustem,a moj bywa chyba dosyc specyficzny.
Ide teraz do pokoju w obsikanych przez deszcz jeansach.Nowa,wielka walizka typu twarda lupina na kolkach czeka z pustym brzuchem.Dorobi sie bardzo kolorowych wnetrznosci.
Mysle o Pannie K.-
ze dla Niej chcialabym sie zachowywac odpowiedzialnie.
Mam mnostwo nadziei,caly peczek w glowie.Tak,jakbym w kieszeni trzymala marchewki zwiazane sznurkiem.Jedna nadzieja,na przyklad,to taka,ze panna K.nie porzuci przekonania,iz jestem oswajania warta.Druga,wieksza,to taka,ze Jej nie wystrasze swoja przeterminowana psychika.Trzecia,to taka,ze spedzimy razem wakacje,a beda one jak bajka Disneya odmiany queer friendly.
Link Dzisiaj mamy 10.maja.2007 :: 00:42
Mon petit cadeau(0)
Spedzimy wspolnie lato,Panna K. i ja!
!
!
!
[wiecej wykrzyknikow,bardzo bardzo wiecej]
Wielka radosci banka.Czuje ja w glowie,w uszach,wszedzie.Tworze juz w mozgu bajke o tych dwoch miesiacach.Powiem Wam-bedzie pieknie,pieknie,przepieknie.
Czy to nie dosc odkrywcze?
O,moja Droga,moje dzikowlose stworzenie!
Link Dzisiaj mamy 10.maja.2007 :: 16:27
Mon petit cadeau(0)
Wielka,soczyscie karminowa koperta-wyslana.Brytyjskie znaczki z glowa Krolowej maja bardzo ladne kolory,pasowaly do tej koperty.I dobrze,bo koperta tudziez jej zawartosc byla dla Panny K.
Jedna kartka z okazji urodzin,druga,mniejsza,w polowie na urodziny,w polowie na nasza jutrzejsza "miesiecznice".
Biegalam w deszczu z ta koperta za pazucha i ludzie sie za mna ogladali,a przeciez nic dziwnego,ze biegalam,chodzilo wszak o to,zeby zdazyc rzecz wrzucic do skrzynki przed czwarta.Musi przeciez zostac przeslana na Drugi Koniec Swiata w ciagu trzech dni.To zobowiazuje do pospiechu.
*
Wiesz,Panno K.?
Kiedy wczoraj zadzwonilas,siedzialam w pokoju na kupie syfu i wlasnie zaczynalam czuc sie dziwnie.[Jakby nie bylo,opuszczam lokum zwane domem miesiecy ponad szesc,solidnie ochrzczone].Za oknem szarosc podkreslala kolor,cicho bylo,az nagle-melodyjka dzwonka,ktorej nie lubie,bo jest tandetna.Siegnelam ospale po telefon,a tutaj Twoje imie na wyswietlaczu.Nie powiem,mila niespodzianka,bardzo.Glupio jest cieszyc sie,iz ktos sie martwi,ale to bylo przyjemne,oczywiscie nie dlatego,iz sie martwilas,tylko dlatego,ze...a,wlasciwie chyba cieplo przyszlo od tego sie martwienia,z tego sie wygenerowalo,ze myslenie o mnie kazalo Ci zadzwonic,mimo,ze nie mialas ode mnie nowej wiadomosci...ile czasu? Dzien? Pol dnia?
Nie chcialabym popadac w tandetna czulostkowosc.Ale co poczac,kiedy to sie dzieje samo.Tandeta jest taka dobra na glowe,spokojna,cieplutka w dotyku jak brzuch kota,jak malego dziecka policzek,slodka niczym ciastko.I co.Kazdy chce w zyciu nieco potandecic,kazdy drugiemu tandetnej sielanki zyciowej zazdrosci,a ci,co sie niegatywnie o arkadiokiczu wypowiadaja,to sa tacy,ktorzy go nie zaznali.
Chce,do diabla,poulepkowac.
Link Dzisiaj mamy 10.maja.2007 :: 23:31
Mon petit cadeau(2)
Pakuje sie.
Jak wiele zgromadzic mozna w miesiecy dziewiec!
[Niektorych rzeczy nie mozna zabrac ze soba,chyba,ze w glowie]
Link Dzisiaj mamy 16.maja.2007 :: 22:18
Mon petit cadeau(2)
Nie udało się zabrać wszystkiego.To było do przewidzenia.
Niektóre przedmioty należało pooddawać,inne-wyrzucić.
Zrobiłam,co mogłam,a i tak poranek dnia W zastał mnie z przeogromnym ładunkiem,który to ładunek,nawiasem mówiąc,targali później po rozmaitych schodach rozmaici przygodnie napotkani gentlemani rozmaitych narodowości.
Na lotnisku były machlojki,ponieważ okazało się,że nie stać mnie na oplatę za własny bagaż.Panowie obsługujący odprawę uczynili z niemożliwego moźliwe,potężnie naciagajac limit wagowy tudzież falszujac pewien dość istotny kwitek.
Poźniej należało czekać,aź na tablicy informacyjnej obok numeru odpowiedniego lotu zamiast "check in" wyświetli się słowo "boarding".MIałam szczęście,nie musiałam łazić samotnie,bez zainteresowania przerzucając przedmioty w sklepach strefy wolnocłowej.Przyszła do mnie bowiem porozmawiać wielce specyficzna dziewczyna,co z rodzinnej Kanady podróżowala do Berlina.
To jest t,co najbardziej lubię w całym tym wiecznym tułaniu się-przygodne dworcowo-lotniskowe znajomości.Kiedyś usiądę i zapiszę wszsytkie dziwaczne rozmowy,które dane mi było w źyciu prowadzić i wzystkie słowa w najdziwniejszych językach,jakich mnie przelotnie nauczono.
Ale to innym razem.
Podroź była zwyczajna.Trzy kraje w trzy godziny,poźniej przez okno samolotu klębki pary wodnej jak bita śmietana,krajobrazy kosmiczno-pustynne,chwila paniki,kiedy samolot dość gwałtownie pikował,aby się wydostać z wyjątkowo dużej chmury.
Teraz jestem już w domu.Wczoraj i dzisiaj porządkowałam pokój,w którym będę teraz mieszkac,a ktory zmienil odrobinę charakter przez ten rok,kiedy stał pusty-zrobił się mniej domem,a bardziej magazynem.
Szafa,teź opuszczona,mieściła w swoim trzydrzwiowym brzuchu szmatki,któych świetność przebrzmiała u zarania mojego nastoletniego rozwoju.
Gorsecik niebieski,w ktorym jako piętnastoletnia lolitka pozwalałam się obśliniać nieznajomym pod brzydkim śwatłem dyskotek miasta.
Spodnie dzwony,z których swego czasu byłam taka dumna i ktore skłonily przyjaciółkę moją i mnie do jednogłośnej przysięgi składanej calkiem na serio,że nigdy nie przestaniemy osić spodni takiego właśnie kroju.
Kurtka jeansowa,którą zarzucała sobie na wychłodzone wiatrem parkowym plecy jedna z moich wczesnopierwszych miłości-
wszystko poszlo do kontenera oznaczonego logo czerwonego krzyża.
Wyrzuciłam takźe te przedmioty,których przedtem usunąć nie mialam serca.Wszelakie suche kwiaty,papierowe zwierzęta,rysunki na pomiętych kartkach z zeszytu w kratkę,ksiąźki szkolne,przeterminowane kosmetyki...
Nienawidzę własnej sentymentalności.
Przywaliłam się kiedyś osadem pierdół faszerowanych przeszłości bladym farszem.Ten osad się gromadził i gromadził,i kamieniał.I siedzial sobie.Ani mnie rusz,mówił.
Ale teraz juź potrafię patrzeć na rzeczy racjonalnie,bez nadawania im cech mterii oźywionej.W dwa dni wynioslam przeszło dwadzieścia worków niebieskich śmietnikowych,wypełnionych po brzegi.
Ja się wprowadzam od nowa,zaczynam.Posprzątałam więc tak,jak gdybym się wprowadzała naprawdę do noweg,obcego domu.
Muszę jeszcze tylko kupić nowe pudełko na zdjęcia.Tamto dawne wypchane jest zdarzeniami,twarzami,miejscami.Czas odkryć inną przestrzeń.
Kartka od Panny K. wisi przypięta na prowizorycznej tablicy ogłoszeniowej sporządzonej z połowy kartonu sygnowanego logo Poczty Polskiej.Pochowałam bądź też pozbyłam się pamiątek po innych osobach,co się przez moją głowę-lub cokolwiek innego-przewinęły.
Mój kot był operowany.Wczoraj.U człowieka nazwano by taki zabieg histerektomią całkowitą..
To było wielkie zaskoczenie,ta operacja,zawiozałam bowiem moją dumną kocicę na badania rutynowe.A tu-kroimy,i jak najszybciej jeszcze.Jedenaście wspólnych lat to dużo,zdłam sobie sprawę,siedząc w poczekalni z zawiniątkiem z ręcznika.W zawiniątku-zasypiający sztucznym,wywołanym narkozą snem kot.I płakałam w tej poczekalni,a naokoło łazili lekarze w kitlach,psy na smyczach trzymane...
Na szczęście wszystko poszło dobrze.Tylko zwierzę nie wie,że powinno leżeć,i łazi,a łazi krzywo,na dziwacznie rozstawionych łapach,bo pokrojony brzuch boli przecież.Aż żal.
Link Dzisiaj mamy 18.maja.2007 :: 03:22
Mon petit cadeau(0)
Nie chciałabym mieszkać w jednym domu z kimś,kto dezynfekuje sobie uszy wódką,aby w miękką tkankę wrazić jeden po drugim dwa kolczyki o końcach zaostrzonych na pilniku.
Gorzej jeszcze,gdyby ta osoba uprawiała amatorski piercing po to,aby się nie porżnąć od góry do dołu.
I jeszcze koszmarniej,gdyby była w stanie uczynić jedno i drugie.
Zdecydowanie wolę wynajmować pokój samotnie niż z sublokatorem,stwierdzam.
Link Dzisiaj mamy 18.maja.2007 :: 04:48
Mon petit cadeau(1)
Marionetka?
Smutna czterdziecha,co się podrasowała przeterminowaną szminką po szarpiącej serce samotnej sesji nocnej z wódką i papierosem?
Mała dziewczynka,ktora jeszcze nie bardzo potrafi robić makijaż,więc zamiast tego dosłownie się maluje?
(Po prawdzie,odrobina jednego,drugiego,trzeciego)
Link Dzisiaj mamy 19.maja.2007 :: 14:15
Mon petit cadeau(2)
Jakoś nie bardzo mogę oddychać.
Sesja tak zwana alkoholizacyjna,odprawiona samotnie wczorajszej nocy,mnóstwo papierosów,z którymi nieustanie obiecuję sobie rozstanie,tymczasem palę coraz więcej.Nie znoszę nastrojów,ofiarą jakich padam po spożyciu czegokolwiek procentowego.Obawiam się ich.Z biegiem czasu robią się coraz gorsze.
Katar o podłożu prawdopodobnie alergicznym dręczy.
Panna K. nie napisała listu od trzech dni.Widzę,że rozbestwiła mnie ta nasza codzienna korespondencja,bo z pustą internetową skrzynką czuję się bardzo niedobrze.
Pewnie to nie smarki wyciekają z górnych oddechowych dróg,to mózg w stanie płynnym.
Woda z mózgu.
Link Dzisiaj mamy 20.maja.2007 :: 14:36
Mon petit cadeau(1)
Luka towarzyska wynikająca z chwilowego pozostawania na statusie nie zatrudnionego nigdzie,nie zdobywającego wykształcenia darmozjada jest wprost porażająca!
Pocieszającym jest fakt,iż Panna K. zainstalowała sobie Skype,nabyła mikrofon i wczoraj uroczyście rozpoczęłyśmy sezon rozmów.Wczorajsza sesja trwała od dziewiątej wieczorem do czwartej nad ranem.Podejrzewam,że to wcale nie będzie nasz rekord.
Układamy teraz planów wakacyjnych misterną siatkę-nic się posypać nie ma prawa,wszystko musi być zarezerwowane tudzież na ostatni guzik dopięte,w dodatku charakter wyprawy ukrywamy przed Jej rodziną,bo tak należy.
Zaserwuję teraz powszechnie znaną prawdę,którą osobiście odkryłam dopiero teraz:związki na odległość są trudne.Cóż jednak zrobić,kiedy ja obecnie nikogo innego oprócz Panny K. nie chcę?
Link Dzisiaj mamy 28.maja.2007 :: 23:51
Mon petit cadeau(1)
To ziemniak.
Lecz nie byle jaki,a indywidualista.
Rację miała Bjork,komponując swoje "All is full of love".
Nie oskórkuję tego zmieniaka i nie zjem.Schowany już został do lodówki i doczeka tam późnej starości.Może mu się spokojnie marszczyć skóra,może głuchnąć,mogą mu i zęby wypaść,wszystko jedno.Z powodu uroczego swego kształtu będzie mym utrzymankiem do samego końca.
A może,zamiast hibernować niczym Walta Disneya,po prostu zasuszę go tak,jak suszyli wojownicy głowy pokonanych wrogów-jakimś magicznym sposobem to robiono,że one się kurczyły,by pozostać maleńkie niczym łepetyny dzieci i można je było później sprzedawać na targu w charakterze ciekawostek z dalekich krajów?
Link Dzisiaj mamy 30.maja.2007 :: 10:46
Mon petit cadeau(1)
Właśnie do mnie dotarło-
w starym komputerze,który sprzedałam za symboliczne 150 złotych,znajdował się komunikator zwany Gadu Gadu. Komunikator ów zainstalowany dla mnie został przez osobę,której próżno na chodnikach miast szukać i w kawiarniach,i nawet po domach też,bo nie żyje od dwóch lat przeszło.
Komunikator ,jak mówię,zainstalowany został na długo przed marcową nocą,przed trasą Wrocław-Szczecin i i wszystkimi strasznymi wydarzeniami.Wtedy wieczorem,kiedy pan R.siedział na moim krześle odsuniętym nieco od biurka i wytężał wzrok,aby coś niecoś dojrzeć na komputerowym ekranie,kiedy wyciągał przed siebie nogi w szarych skarpetkach,chwytając mnie za talię i sadzając sobie na kolanach,nic takiego w planach jeszcze nawet nie istniało.
Komunikator został zainstalowany,a pan R.,dla wygody (albowiem tak często do mnie przychodził) wpisał tam siebie jako użytkownika numer dwa.Nigdy nie poznałam hasła i ta rzecz wydaje mi się ogólnie przenośnią.Zawsze brakuje jakiegoś hasła.
Muszę zapalić papierosa.
2008
876543212007
1211109876543212006
1211109876543212005
1211109876543212004
121110
PlanetOutlesbijkaplotySSYuMedatabaseo ludziachstreetpeeperDublin!streets of warsawtak chodzą tam dalekothe sartorialistbańkakomikslistaMar.M.winneJ.L.BMP.uTube?zawartość niekwestionowanaukradnijmy muzykę.elegance in stupidity
(c) layout by Inez for
Szablony.Blogowicz