|
Znowu nie mam dostępu do internetu , a moja pisarska wena siedzi cichutko , ściśnięta między fizyką a chemią jak między Scyllą a Charybdą.
W weekend poznałam bliźniaczki . Są o rok młodsze ode mnie , ale rozmawiając z nimi widziałam w ich przekonaniach i słowach siebie sprzed co najmniej czterech , pięciu lat . " Kobiecie okropnie z papierosem . Staramy się nie przeklinać . Chłopak . Nie przytulamy koleżanek . Rodzice powiedzieli,że.... . Nie można... . Ktoś jest porządny,a ktoś nie. " To ładnie,do tej pory zachować pewną niewinność. Życie w mieście jest bardzo cyniczne,a każdy,kto tak żyje,zanurza się w syfie i traci poszanowanie dla różnych gloryfikowanych wartości - oczywiście w pewnym stopniu i w pewnym sensie . Niech nikt nie pyta mnie,co miałam na myśli . W niedzielę padał deszcz.Skorzystałam z niego,ile wlezie,siedząc z Cynamonową na pomoście . Pomost był drewniany i tak niski , że musiałyśmy moczyć nogi w wodzie . Przeciwległy brzeg wyglądał jak puszcza Amazonii , troszkę zamglony , bo lunęło naprawdę mocno - drzewa pochylające się nad wodą : zwrotnikowo zielone liście , ciepłobrązowe pnie. Siedziałyśmy pod daszkiem z ortalionowej kurtki , za małej na nas dwie , a wspólne przebywanie ze sobą smakowało bardziej niż kiedykolwiek . I naprawdę-woda była ciepła nie do wiary . Najładniejszy czas : wiatr jest pełen zapachu kwiatów,zżętej trawy,miłych planów... Nareszcie zaczyna się lato. Name: Komentarze: 09.06.2005 :: 08:11 :: 80.72.195.9 |