Link Dzisiaj mamy 08.marca.2007 :: 15:54 Mon petit cadeau(1)

Weszlam do recepcji i poczulam lato,bo wydawalo sie,ze powietrze automatycznymi drzwiami poruszone pachnie mulem znad jeziora i trzcinami nagrzanymi sloncem.Ale jednak nie,bo kiedy usiadlam przed komputerem,przekonalam sie,ze pachnie raczej szpitalem.Zrobilo sie smutno i zaczelam kichac,juz nawet nie mam ochoty udawac,ze jestem taka ladna bez makijazu.

Opowiedzialam wczoraj P. historie mojej Pierwszej Wielkiej Dziecinnej Milosci.Historia owa pomyslana byla jako cos lagodnego i swobodnego,rodzaj kolysanki,ale nie wyszlo,P.sie zdenerwowal.Oczywiscie zaistniala klotnia.Nie dokladnie o owa historie,ale tez.To juz postep-przedostatnim razem pozarlismy sie zywiolowo o parasol.
[No,bo zle go trzymal i parasol sie zlamal.A ja nie mam pieniedzy na nowy i jak bede chodzic do pracy,jak,cholera jasna?]

Grubo po polnocy siedzialam wczoraj na plocie z desek,tylem do Akademikow Drugiego Roku,twarza do cudzego pola i strumienia gdzies w krzakach [a moze rowu melioracyjnego,nie wiem,kiepsko widze w ciemnosci].Troche padalo,a takze wylam,ale nie za glosno,bo palilam rowniez papierosa,jedynego,jakiego mialam,i przeciez nie wypadalo wyc za dlugo,zeby sie nie wypalil sam na wietrze.Paskudna ironia-P.zostawil tego papierosa na moim lozku przez calkowite zapomnienie,bo sie nie moglismy dogadac coraz bardziej i P.musial odlozyc papierosa,zeby pomachac troche rekami.Koniec wieczoru nastapil,kiedy P.rzucil wredna uwaga na temat "moich przemadrych przyjaciol ze Szczecina" [P.nie znosi Szczecina,mimo,ze nigdy w miescie tym nie byl.Ale dworzec jest syfiasty,wiec wyciagnal wnioski.]Odbilam ciosem ponizej pasa.Coz,przynajmniej oni maja mature,powiedzialam.
P. zaperzyl sie,zakrecil na piecie i wyszedl.Nareszcie,przestawalam miec sile rzucac mu nieprzyjemne slowa w innym opakowaniu.

Strasznie nie chcialam siedziec sama w pokoju.Zlapalam sluchawki od discmana,mialam zamiar posluchac muzyki w pracowni komputerowej.Blagajac w myslach "zeby jeszcze nie bylo polnocy" zerknelam na zegarek.
Polnoc.Co wiecej,nawet pare minut po owej okraglej godzinie.To mnie dobilo i poszlam jakos przed siebie,najpierw troche po krawezniku pod drzewami,pozniej po trawie,za zasiegiem swiatla latarni.Dosyc daleko.
Tak wlasnie znalazlam sie na plocie.Nie mialam do kogo mowic,wiec gadalam do ksiezyca.Strasznie glupie uczucie,kiedy sie wypowiada slowo i juz w owym momencie ma sie wrazenie,ze to nie tak.Wiec sie probuje naprostowac i sie wypowada inne slowo,ale to nowe rowniez odpowiednie nie jest.
No prawda.Nie mam o niczym pojecia.
P.,chwile zanim wyszedl,powiedzial:"Czasem mam wrazenie,ze ty jestes strasznie glupia". Aye,sir.Tak jest,albowiem staram sie byc dojrzala i odpowiedzialna,pomimo,ze wlasciwie niemozliwym jest,abym taka teraz byla,za wiele we mnie jeszcze dziecka.Pan wysmiewa rzeczy,ktore mi sprawiaja przyjemnosc,wiec sie ich wypieram,bo tak prosciej-kiedy nikt nie umniejsza kwestii ulubionych,nie trzeba ich bronic.
Obrywam ciegi za to,ze sie nie przytulam i nie zwierzam.Z ogromnym hukiem odkrywam,ze moje zwyczajne zachowanie wcale nie jest normalne,i zwyczajne reakcje tez nie.Ale dlaczego?


Zrobilo sie zimno i zaczelam sie bac.
Wracajac z powrotem do akademika [zostawilam przeciez pokoj otwarty na osciez!]znowu szlam po krawezniku.Balansujac niczym na linie,minelam dwoch chlopakow.Smiali sie i rozmawiali.
Popatrzyli na mnie z zainteresowaniem,a jeden z nich pomachal rozpostarta dlonia i z przepieknym,brytyjskim akcentem powiedzial:"Good evening".
"Hi"-odparlam.Glos zabrzmial beznadziejnie,przygaszony.
"Hi"-powtorzyl chlopak jakos przesmiewczo,a moze mi sie tylko wydawalo.I poszli dalej,znikneli w waskiej uliczce skrotu laczacego parking z droga do stolowki.

To tez byla zla odpowiedz...?




Link Dzisiaj mamy 09.marca.2007 :: 14:05 Mon petit cadeau(0)

Sukces: mam prace!
Wlasnie mija pierwszy tydzien i milo jest.
Sprzedaje fast-food na wynos.Nauczylam sie obslugiwac dwa rodzaje kas fiskalnych,smazyc kielbase w panierce,a na dodatek zachwycilam ochroniarzy z pubu po drugiej stronie ulicy,bo kiedy siedzialam na parapecie okna wystawowego rzeczonej fastfoodowni,to bylo mi widac czerwone stringi.

Tylko nie wiem,jak szefostwo zamierza mi ofiarowac wyplate,bo nikt dotad nie zapytal o moje account details.
...Moze placa gotowka?



Link Dzisiaj mamy 14.marca.2007 :: 00:47 Mon petit cadeau(4)
Nie,nie napisze dokladnie,co sie stalo.
Siarka i bezwstyd.

Podjelam decyzje o rozstaniu z panem P.,w kazdym razie.

Sprawa niedokonczona,wiem to.Podskakuje nerwowo,slyszac kroki po schodach,krzywie sie,slyszac dzwonek mojego telefonu[nie tylko dlatego,ze niewyszukany jest].


Dzisiaj posprzatam moje mieszkanie.
Zrujnowalam je podczas bitew o rodzaj szczesliwosci i teraz,kiedy widze powyciagane z biurka szuflady,poprzewracane swieczki na parapetach,w mozgu wyswietla sie tandetna alegoria.
Zycie dzisiaj porzadkuje.Czy stanie sie ono rowne oraz odpowiednie,kiedy pochowam do szuflady koronkowe rekawiczki z sex shopu,biblioteczne,zmacane po tysiackroc ksiazki,smierdzace tluszczem frytkowym bluzki robocze,buty o smutnych twarzach,bo umazane blotem,filtry papierosowe:wspominki po gosciach jak-najbardziej-proszonych?




Link Dzisiaj mamy 16.marca.2007 :: 22:49 Mon petit cadeau(7)


Pierdolona wtornosc!

***


W kieszeni od pewnego czasu nienoszonego plaszcza znalazlam zmietolona kartke z niedokonczonymi,wierszowatymi slowami P.
Takie tam'krzyki tesknoty',poezja z nudow.Tylko jeden rollercoaster z wyrazow ustawionych w drabinke dokonczony i zadedykowany.Dostalam ten swistek,kiedy stalismy przy wejsciu na dworzec poznym wieczorem i rozmawialismy o jakichs wyjazdach w dal,nierealnych,takie popiskiwanie dwoja ludzi,co maja osyc,tylko kazde z nich czego innego.Palilismy papierosy skrecone z taniego tytoniu.
P. mial w kieszeni kadzidla,wysuplal jedno z folii i zapalil,rzucil na jezdnie.Mozna bylo ten kadzidlany dym wyniuchac pozniej w wietrze,dopoki po malym,plonacym patyczku nie przejechal samochod.

***


Dostalam dzisiaj pierwsza sensowna wyplate.111 funtow,60 centow.







Link Dzisiaj mamy 22.marca.2007 :: 19:51 Mon petit cadeau(2)

Jedzac kradzionego batona,zastanawiam sie,jak dyskretnie zmienic kraj zamieszkania na Kraj Zamieszkania.

Na dworze zonkile zdychaja na rabatkach,bo je przemrozilo.Oh,pity.
O 20 mam sie stawic pod brama parku.Umowilam sie.Z litoscioempatii.

Bede sie zatem wloczyla po parku,sluchajac zrzedzenia milosnego pana P.,okutana w dlugi,bialy plaszcz z rozwiazanym paskiem.
Jak zboczeniec.
Empatia jest niezdrowa.





Link Dzisiaj mamy 23.marca.2007 :: 16:38 Mon petit cadeau(4)

Self-obsessed stupid fuck.
Yup,that's me indeed.


Image Hosted by ImageShack.us

Schowam sie za zaslona,nie bedzie mnie widac.


Link Dzisiaj mamy 29.marca.2007 :: 00:57 Mon petit cadeau(1)

Lesbijskie mam ciagoty.Wybitnie.
A moze nawet cale ukierunkowanie.

Pod kurwiacym moim,ironizujacym,erotomansko-gawedziarskim plaszczykiem czaja sie wszak niezmierzone poklady czulosci,subtelnosci tudziez sny o bez konca za raczke trzymaniu.Nalezy o tym pamietac.




Link Dzisiaj mamy 31.marca.2007 :: 18:39 Mon petit cadeau(2)

Torby-spakowane.
Pokoj-posprzatany.
Zrobione pranie.
Opieka dla mojego doniczkowego kwiatka-zapewniona.
Bilety na pociag i samolot-kupione.
Dojazd na dworzec [P. i taksowka]-zalatwione.
Najnowsza wyplata[115 funtow]-zaoszczedzona co do grosza.
Kamera przenosna z trojnogiem-wypozyczona.


Perspektywa koczowania na lotnisku w Cardiff przez godzin 10 [slownie:dziesiec] nie przeraza tak bardzo,jak powinna.Wlasciwie wydaje sie calkiem interesujaca.Zawsze lubilam przystanki w podrozy,na przyklad takie,kiedy siku robilo sie za kazdym razem w innym kraju.

Jutro w poludnie bede w Pradze.

W dwa dni odwiedze cztery kraje:Walie,Anglie,Czechy...

Polska na koncu.Tam juz zostane,tam bede biegac,skakac,zameczac Was swoim towarzystwem i malowac kurze jajka.

[A przynajmniej tak sie sprawy maja na miesiac kwiecien.]








Archiwum

2008
8
7
6
5
4
3
2
1
2007
12
11
10
9
8
7
6
5
4
3
2
1
2006
12
11
10
9
8
7
6
5
4
3
2
1
2005
12
11
10
9
8
7
6
5
4
3
2
1
2004
12
11
10



Linki

PlanetOut

lesbijka

ploty

SS

YuMe

database

o ludziach

streetpeeper

Dublin!

streets of warsaw

tak chodzą tam daleko

the sartorialist

bańka

komikslista

Mar.

M.

winne

J.

L.

BM

P.

uTube

?

zawartość niekwestionowana

ukradnijmy muzykę.

elegance in stupidity




(c) layout by Inez for Szablony.Blogowicz