Link Dzisiaj mamy 01.lutego.2007 :: 17:06 Mon petit cadeau(6)
Nie wierze.Po prostu nie wierze.

W calej grupie na zajeciach z mediow nikt oprocz mnie nie wiedzial,kim jest Marquez,nie wspominajac o Fellinim,tylulu filmu autorstwa ktorego nie byl w stanie podac nawet nauczyciel.
Wszyscy rozprawiali za to zwawo o serialu East Enders,o programie Big Brother z jego gwiazda Jade Goody,o London Eye [ktore zaliczyli do tzw.kultury wysokiej w kwestii architektury,zreszta.Faktycznie,jest to najwyzszy punkt widokowy swiata.Metrow ma najwiecej,w sensie. ]

GDZIE JA JESTEM?!?




Link Dzisiaj mamy 06.lutego.2007 :: 20:36 Mon petit cadeau(9)


Kabiny prysznicowe w akademikowej lazience ustawione sa rzedem.To takie pudelka z drwiami,calkiem nieelegancko ozdobione cudzymi wlosami,co ciemnymi esami floresami przylgnely do scian obok marmurkowych wzorkow plesni na wypuczonym od wilgoci tynku.

Wchodze do jednego z pudelek.Pluszcze woda.Z kupka bialej piany na glowie moge nawet spiewac,jestem tutaj sama.
I nagle,po prawej,stukaja zamykane drzwi,szelesci niedbale[jak sobie wyobrazam]sciagany szlafrok.A potem juz tylko cudze pluskanie wody do wtoru z moim pluskaniem.Wiem,ze tam jest naga kobieta,calkiem zajeta w tej chwili soba.Na ekranie wewnetrznej powierzchni powiek widze,jak unosi mokra buzie do sitka w prysznicu,zamyka oczy,ciemne wlosy mokrymi jezyczkami oblizuja jej gladkie,wyspiarsko blade ramiona.

Sciany kabin sa tandetne,nie siegaja sufitu,sa bardziej jak przeslony zbudowane tak dla zasady,zeby ludzie nie wstydzili sie dokonywac swoich ablucji.Dziewczyna jest wiec bardzo,bardzo blisko.Czuje,jak pachnie jej zel pod prysznic,slysze,jak wzdycha.

Wlasciwie,wystarczyloby jedynie wyciagnac reke nad biala,dzialowa scianka...




Link Dzisiaj mamy 27.lutego.2007 :: 14:50 Mon petit cadeau(6)

Przez cienki deszcz ide,oslaniajac sie wsciekle czerwonym parasolem.Pod zoltym sweterkiem z cienkiej bawelny skacza mi cycki.Nogi obciagniete niebieskimi jeansami oraz blada wysypka od wilgoci przedreptuja po bardzo zielonej trawie.

Zamienie soczewki kontaktowe na okulary,za ktorymi sie schowam.


Na razie wszystkim sie podobam.

Pani O. rozkazuje w komorkowych wiadomosciach,zebym ja zranila,gdyz inaczej ona nie moze o mnie zapomniec. [O czym?]

Ochrzczono mnie Girl Interrupted.

Cholerna Polonia Malego Konca Swiata oplotokowala mnie,mala dziwke,ktorej glownym hobby jest wskakiwanie kolegom P.do lozka tudziez glebokie pocalunki na modle francuska z jego blizszymi znajomymi plci zenskiej. [Nic nowego,tyle,ze tym razem to nieprawda.]

Kloce sie z P.

Rzucamy w siebie krzeslami,obrzydliwymi slowami,makaronem.Zadne z nas nie chce zrezygnowac,zamknac twarzy.Podejrzewam,ze wlasnie tak sie dzieje,kiedy spotykaja sie dwie osoby o zawyzonym na sile rzekomym poczuciu wlasnej wartosci [rekompensata za inne braki ma byc naciagana inteligencja].

A pozniej on sie do mnie dobiera,wtyka rozczochrany leb pomiedzy moje uda.
"Mam niesamowita na ciebie ochote"-mruczy.
"Moze pozniej"-wykrecam sie,cala w rezonansie z powodu wscieklosci oraz pewnego rodzaju psychicznego dyskomfortu,ktory jest raczej bolesny.
"Pozniej nie bede mial TAKIEJ ochoty"-odpowiada bezczelnie P.i wtyka palec pomiedzy moje wargi sromowe,suche jak pieprz.

Wrzeszcze,karze mu sie wynosic,mowie,ze go nienawidze.On wychodzi,trzaskajac drzwiami i pod nosem mamroczac inwektywy,ale wraca w pol drogi,aby spytac,czy mowilam powaznie.


A pozniej jest spacer z wymyslaniem historii,niebo jak na akwareli.A Pozniej jest seks przy zawsze tej samej swieczce.Pozniej sa bruzdy od nosa do kacikow ust w mojej skorze jak zolta guma,i papierosy,oczywiscie,mimo najszczerszych obietnic,ze przeciez rzuce,by jemu bylo latwiej rzucic alkohol i narkotyki.

Slucham uroczej muzyki z czasow,kiedy dziewczynki cieszyly sie nowymi sukienkam w stylu "New look".I muzyka sie rozciaga nad moja mala kulka syfu,moja glowa,co ni zwierzac sie nie potafi,ni poprawnie ukochac.

A kiedy konczy sie plyta,znowu pochlania nas,P.i mnie,wielka,jadowita chmura slodyczy:zebate,rozwalkowane,rozowe Marshmallows.
Wyglada dokladnie jak cos,co namalowalby Dali obok swoich zwiedlych zegarow.






Archiwum

2008
8
7
6
5
4
3
2
1
2007
12
11
10
9
8
7
6
5
4
3
2
1
2006
12
11
10
9
8
7
6
5
4
3
2
1
2005
12
11
10
9
8
7
6
5
4
3
2
1
2004
12
11
10



Linki

PlanetOut

lesbijka

ploty

SS

YuMe

database

o ludziach

streetpeeper

Dublin!

streets of warsaw

tak chodzą tam daleko

the sartorialist

bańka

komikslista

Mar.

M.

winne

J.

L.

BM

P.

uTube

?

zawartość niekwestionowana

ukradnijmy muzykę.

elegance in stupidity




(c) layout by Inez for Szablony.Blogowicz