Link Dzisiaj mamy 04.listopada.2006 :: 18:56
Mon petit cadeau(7)
Czy mam na czole napisane:"czesc,jestem z Polski"...?!
Dzis po raz pierwszy w zyciu wyparlam sie wlasnej narodowosci.Teraz troche mi glupio,ale naprawde dosc juz mam ludzi,ktorzy zanim jeszcze zdaze sie odezwac,lamana polszczyzna mowia"czesc".Ja naprawde staram sie wtopic w tlum,jakby ktos nie wiedzial.Poza tym nie mam checi by utozsamiana z powodzia metow,ktorzy przybyli po funty-bez jezyka,bez intelignecji,bez ambicji i bez kultury.
Tym razem korzenie moje odkryc probowala cala meska obsluga tureckiego takeaway'a.(perfekcyjne miejsce na glebokie wyznania,niemal kozetka psychologa,doprawdy).Zamawialam wlasnie bulke,proszac o sos czosnkowy.Facet za kontuarem,zachwyconym tonem,po polsku:"czosnek!".O nie,znowu-pomyslalam.Zrobilam mine mniej wiecej nieokreslona,majac nadzieje,ze odpusci mi odpowiadanie na klasyczny zestaw pytan[Jestes z Polski?Z ktorej czesci Polski?Polska to piekny kraj.Moj znajomy/babcia/ciocia/tatus byl w Gdansku/Warszawie/Krakowie.Jak masz na imie?*Tutaj nastepuje wielogodzinne cwiczenie dykcji,bo nie potrafia wymowic tego imienia*.].Lecz nie,ja wymienialam dodatki,ktore chcialabym zjesc w bulce,a facet wszystkie slowa,ktore kiedykolwiek poznal w ojczystym mym jezyku.I wtedy wlasnie robilam tak,jak zrobilam.Unioslam brew,mowiac"what's that?".Facet:"are ya not from Poland?"ja:"No."on:"So where are ya from?" ja:"Germany".On:"aaa,Germany?How do ya say hello?Ja:"Hallo"[cale szczescie,wiedzialam.]On:"Ah,my freind lives in Koln!" Ja:[wewnetrzny krzyk}:Oh,that's nice.see ya!
To nieco smutne,miec taka kartoflana,cudzoziemska buzie.
PokojLink Dzisiaj mamy 10.listopada.2006 :: 15:24
Mon petit cadeau(14)
Kronik wojennych czesc ktorastam z rzedu.Uwaga,zdjecia.Tam ponizej.Ostrzegam,gdyz nie mam zyczenia nikogo uszkodzic.(Nawet mimowolnie.)
Swiat tutaj wyewoluowal w cos na ksztalt jesieniozimy.Smieszne to,wyglada,jakby z wczesnego wrzesnia przewinal ktos czas od razu do listopada.Powietrze pachnie swietami,a krete uliczki pelne sklepow wieczorami wygladaja wypisz wymaluj jak Bozonarodzeniowy kiermasz,z tymi wszystkimi swiatlami na wystawach i ludzmi w kolorowych ciuchach.
Tak,wieczorami.Ale dni sa raczej szare,siarczyscie mgliste,totez ubieram sie jak swir,kurdeblaszka,i nie zamykam drzwi.Moze ktos przyjdzie z wiadrem alkoholu i przytulankami,na przyklad.Cholera wie.
W pracy,w beznadziejnej mojej pracy,gdzie odwalam brudna robote kuchenna,bo wszak slowo'kelnerka'rowna sie slowu'pomocdozmywanianaczynidomyciapodlogiidoliczeniatalezyidomyciascianyzazlewemidoczyszczeniazmywarki',a wiec w tej cudownej pracy poznalam Pana Kolege,ktory zdaje sie byc jedynym owej posady plusem.Z Panem Kolega[zwac go tutaj bede C.,dla skrotu]po konczonej zmianie,kiedy on zamknie juz bar,a ja poczekam,az szefowa sobie pojdzie w swiat szeroki oraz gdy przekonam ja,ze naprawde musze dluzej zostac,bezplatnie!;otoz my sobie wtedy nalewamy nieskonczone kufle pelne rozmaitych piw i rozmawiamy.Dlugo rozmawiamy,czesto do wczesnych godzin porannych-3,4,5,6...raz nawet skorzystalam z propozycji C.i zostalam na noc w jego apartamencie[mieszka w hotelu przylegajacym do pubu].Nie mysl sobie,kochanie moje,nic brzydkiego-spalam na kanapie,a on absolutnie nie probowal zmienic toru naszej przyjaznej znajomosci.Chcial mi oddac lozko,ale sie na to nie zgodzilam,gdyz ja nastepnego dnia mialam wolne,a on-nie.A kanapa byla naprwde skromnych rozmiarow,musialam trzymac nogi na stoliku nocnym.Zreszta i tak nie spalam wiele-od kiedy zyje wciaz na walizkach,nabralam nagle szalonego upodobania do nocowania w cudzych pieleszach.Kradne kawalki zwyczajnego zycia,jakiego inni maja dosyc,i wklejam do albumu,co sie miesci w mojej glowie.Przywyklam juz do wnetrz urzadzonych jedynie z mysla o ich wynajmowaniu-do scian papierowo cienkich,drzwi,jakich nikt by do swego domu nie wybral,sprzetow bedacych jak gdyby podrobkami tych zwyczajnych:praktycznie brzydkich,tekturowo kanciastych,niekochanych.Rozkosza jest dla mnie wrecz fizyczna dostac sie do mieszkania,gdzie nie slychac sasiadow przez sciane,gdzie okna sie otwieraja i gdzie meble sa wyscielane.Apartament kolegi C.wydal mi sie wrecz krolewski,rozkosznie domowy.A rano zycie dostarczylo mi szalenczej rozrywki-musialam sie bowiem wyniesc przed trzecia po poludniu,zanim C.bedzie musial przejac bar.Wyjscie z czesci hotelowej przybytku prowadzi przez sale frontowa pubu,zatem kiedy uchylilam drzwi,stanelam oko w oko z szefowa.Mina jej warta byla wszystkich skarbow swiata.Ani chybi pomyslala,ze mialam bardzo szalona noc,z glosnymi krzykami ekstazy tudziez uzyciem ekskluzywnych seksualnych gadzetow wlacznie.Zadala tylko jedno pytanie:"Are you working in the mornin'?"-brew uniesiona,pordzewiale trybiki gdzies pod niechlujnym szpakowatym kokiem zaczynaja dymic."Erm...no...i'm in tomorrow at six"-odparlam,wycofujac sie w strone drzwi.-"Bye!".Na ulicy wybuchnelam smiechem.
Zemscila sie jednak,stara zolza,kazac mi nazajutrz skrobac obrzydliwe zakamarki za kuchennym zlewem.Tja,pracownica niemoralna,ale ja chociaz wykorzystam,myslala sobie pewnie.
Zgubilam jednak watek.Mowilam o C.
On jest dowodem,ze przyjazn mesko-damska istnieje.Kulturalny,ciekawy facet,ktory udaje,ze dusza jego czarna i ogolnie pure evil,a tak naprawde opiekunczy jest i mily.Ostatnio za sprawa jego i jego kolegi P. zaliczylam pierwsza od czasu wyjazdu ze Szczecina noc clubbingowa.Tak,to mozliwe w Carmarthen,wbrew pozorom.Noc taka byla dokladnie tym,czego mi wlasnie brakowalo-moglam sie powyglupiac,chlopcy stawiali mi drinki,bo wiedzieli,zem splukana,pozniej szalalam na parkiecie z P.,ktory uroczo sie do mnie przystawial,i nawet upilam sie na wesolo,ktorego to stanu[wesolego upicia sie,nie pijanstwa w ogole]nie doswiadczylam od dramatycznie dlugiego czasu.To takie mile uczucie.Ostatnio norma sie stalo,ze po ktorymstam kufelku pograzam sie jedynie w jakims takim obrzydliwym nastroju.A tu-prosze.Choc przez jeden wieczor znowu bylam zwyczajna soba,nie wystraszona stara malenka.
Ludzie zaczeli mnie posadzac o to,zem starsza niz swiadczy metryka.Czemu?Masz tu ostatnia rozmowe na ten temat.
x: "How old are ya?...If ya don't mind me askin'..?"
ja: "he it's ok,i'm 19"
x: "thought ya were older than me,'cos see,i'm 19"
ja: "why,do I look older??"
x: "no,ya act older".
Tak,
x ,skarbenku Ty moj,gdybys wszystko zostawil za soba i musial pracowac dokladnie na taim stanowisku,na jakim nie chciales pracowac,rowniez trzymalbys buzie na klodeczke,patrzylbys szeroko otwartymi oczkami Sierotki Marysi i nic bys nie mowil.Prawdopodobnie nie nosilbys ciezkich kregow tuszu i kredki naokolo owych niewinnych oczat,ale pewnie naciagalbys na glowe kaptur albo czapke z daszkiem.Kazdy ma wlasny sposob na kamuflaz.
Dzisiaj w akademiku byla kontrola stanu pokojow.O dziewiatej rano.Chetnie olalabym to zimnym moczem,ale nie moglam,gdyz za wnetrze nie odpowiadajace szkolnym standardom Accomodation Officer zdolny jest cofnac zwrot depozytu[ktory to depozyt wynosi 250 funtow].Zrozumialym jest zatem,ze chocbym spoczywala na lozu smierci,i tak wstalabym,zeby ruszyc w tango z odkurzaczem i sciereczka.Uczynilam to wczoraj,i tak nie mialam nic do roboty,gdyz w college'u trwa wlasnie tzw."reading week"-tydzien wolny,teoretycznie po to,aby napisac wszystkie zadane prace.
Czego zaluje,to tego,iz nie mialam aparatu,zeby uwiecznic wyglad tego pokoju przed sprzataniem.Nie wiem,jak dalam rade doprowadzic wszystko do takiego stanu.To nie moja wina.Przedmioty mnie nie sluchaja,nie chca lezec spokojnie.Maja wlasny charakter.
Kontrola miala sie zaczac o 9,jak wspominalam,wiec jeczac cichutko wywleklam odwlok z lozka o godzinie 8:40,umylam zeby i zaczelam czekac.O 11 nadal nikogo ani widu,ani slychu,wiec zasnelam.Mniej wiecej godzine pozniej obudzilo mnie lomotanie do drzwi.Zanim zdazylam pisnac,kutasy jedne otworzyly moje drzwi za pomoca sluzbowego klucza i wtarabanily sie do srodka.Oczywiscie,Accomodation Officer i jakas kobiecina w bialym kitlu,z notatnikiem w dloni.Poczulam sie troche niczym szczur w laboratorium.
Rozejrzeli sie pobieznie,poinformowali mnie,ze nie powinnam miec na scianach plakatow,gdyz jesli przy usuwaniu tychze od sciany odejdzie farba,bede musiala placic[a zeby was chuj strzelil,drodzy moi,skad mialam wiedziec?Wzsyscy wieszaja cos na scianach!Myslalam,ze wolno.Teraz zaplace na pewno,juz dwa kawalki farby uronil mur mej komnaty,skadinad szalenczo luksusowej.Skad mialam wiedziec,pytam??]
Poszli.
Zdenerwowali mnie.
Czyz akademik nie jest jak wynajete mieszkanie?Czyz nie rezyduja tu ludzie pelnoletni?Czy nie wystarczyloby zastrzezenie,ze przed opuszczeniem pokoju nalezy tenze doprowadzic do porzadku?Ja sobie nie zycze,zeby mi sie ktos switem bladym do domu ladowal i sprawdzal,czy dywan czysty i czy w szafie poskladane!
O,wyprowadzam sie do miasta.Tuz po swietach.Niedoczekanie.
Bonus track-
tak wlasnie wyglada pieciogwiazdkowy apartament biednego czlowieka.Dodam,iz wiele czasu oraz drobiazgow przyslanych w paczce potrzebowalam,by urzadzic ten pokoj tak,jak wyglada.W stanie surowym wygladal znacznie gorzej.Osmielilabym sie nawet rzec,iz byl gowniany.
Follow the white rabbit..
Tu sie nie ma z czego smiac.Papier do pakowania prezentow,ktorym przykrylm plugawie wygladajaca tablice na scianie,kosztowal mnie krwawe pare funtow!
Jak przystalo na osobe TFUrcza,splodzilam impresje z kawalkow stluczonego lustra.Te dwie ogromne butelki po whiskey wyprosilam od C.,juz puste.Oni je recyclinguja,ale ja mialam wobec nich inne zamiary,tak bardzo mi sie podobaly.Nioslam je przez cale miasto,a musisz wiedziec,ze sa tak wielkie,iz z trudnoscia mozna jedna taka wziac pod pache.Napotkani po drodze ludzie ogladali sie z zainteresowaniem wprost proporcjonalnym do rozmiaru flaszek.
[K.,poznajesz plakat?Tak,rozbija sie teraz po Walii.Dziekuje:)]
Jak Ci sie podoba moja szafka nocna?Nie,nie znalazlam tego pudla na smietniku.Z domu mi przyslali.
Toz to prawie niczym wlasna lazienka,nie masz wrazenia?
...i wychodzimy.Ten bialy krolik,ktory kazal za soba podazac,pojawil Ci sie pewnie dlatego,ze pijesz za duzo,skarbie.
Do tych,ktorzy byli kiedykolwiek w Szczecinskim Inferno-pamietacie plakat,ktory tam wisi,ten z kiblowej kamery?Mam go na drzwiach.Wciaz jest tak samo uroczy.
A tutaj,to mozna sie rzucic twarza wprzod,jak sie cos nie podoba.
...Niestety nie moge zalaczyc odglosow,jakie towarzysza mi dzien w dzien.Dlaczego nie jestem szalenczo wscibska sasiadka,ktorej sens zycia stanowi podsluchiwanie innych?Hej, bonanza!
Nie powinnam jednak narzekac na standardy.Bywalo gorzej.
Link Dzisiaj mamy 14.listopada.2006 :: 16:38
Mon petit cadeau(5)
88 Herberton Road,Rialto,Dublin 8
Tak,znowu Dublin.Coz poradze,ze bajka czerwcowo-lipcowo-sierpniowo-wrzesniowa taka kolorowa byla.
Nasz pokoj w listosciwym swietle wieczornym..
...i kuchnia w pelnej krasie.
Specjal Czlowieka Swiatowego-makaron Tesco value za 33 centy oraz sos ze sloika,rowniez Tesco value,wartosc cenowa nieznana.
Rozliczne blogoslawienstwa techniki.
W razie,gdyby zbyt trudnym bylo domyslic sie,o jakie dobrodziejstwa chodzi,grzecznie podpowiadam:telewizor i zelazko.
Link Dzisiaj mamy 20.listopada.2006 :: 22:57
Mon petit cadeau(6)
Biedne,biedne dzieci.
Od majestatycznie ogromnej budowli blask bil niczym ze
Swiatyni Cudow,zatem cudow sie czlowiek szary spodziewal..

..i oto byly-towar delikatny,zamorski,dziwny bardzo dla studentek
ubogich,co nie jadaja w weekendy,albowiem ich na to nie stac.

Dziwowaly sie dzieci wielce,a wiedzac,ze podobna okazja nigdy sie
juz nie powtorzy,postanowily napasc oczy bogactwem,dlonie
dotykiem skorki owocowej jedwabistej
nacieszyc.Zdjecia byly ukoronowaniem chwil nie do zapomnienia.
Tak,ludzie przygladali sie czynnie,szyje swe na szwank
narazajac,lecz dzielne dzieci trwaly niezrazone,sciskajac w dloniach owoce Orientu,
odbijajac zimnym wrzokiem spojrzenia gapiow.
Brawo.
Zycie na goraco.
A.i
O. w sali komputerowej korzystaja z
cudow techniki.W pewnej chwili drzwi przybytku uchylaja sie
i do wnetrza wnika silny zapach meskich perfum,nastepnie
zas chlopczyna,ktory zajmuje siedzenie nieopodal.
A:..alez sie ktos mocno oblal...!Uch,jak..pachnie!
O:[arystokratyczne,skarajne obrzydzenie na twarzy]:Tak TANIO!
(A tak w ogole,to znowu kradlysmy wczoraj chleb ze wspolnej
lodowki noca).
Pozdrowienia z Wielkiej Brytanii,skarby drogie!!
Link Dzisiaj mamy 29.listopada.2006 :: 19:23
Mon petit cadeau(3)
Stracilam twarz.
...no,moze nie cala twarz.Lewa jej polowe,dokladnie rzecz ujmujac.
Z ta utrata rowniez przesadzac nie nalezy.
Nadwerezylam,powiedzmy.
Ale strasznie.
Nie mam wiele doswiadczenia w tej materii,ale smiem przypuszczac,
ze twarze zawsze tak wygladaja,kiedy spotkaja sie
z betonowa alejka w czyims ogrodzie.
Lekarz na niedzielnym dyzurze emergency powiedzial,ze zagoi sie w
dwa-trzy tygodnie.
Zegnaj,swiecie zewnetrzny.
Gdybym chociaz miala wystarczajaca ilosc ksciazek!I telewizor!
I maszyne ze slodyczami zamiast szafy...!
2008
876543212007
1211109876543212006
1211109876543212005
1211109876543212004
121110
PlanetOutlesbijkaplotySSYuMedatabaseo ludziachstreetpeeperDublin!streets of warsawtak chodzą tam dalekothe sartorialistbańkakomikslistaMar.M.winneJ.L.BMP.uTube?zawartość niekwestionowanaukradnijmy muzykę.elegance in stupidity
(c) layout by Inez for
Szablony.Blogowicz