Link Dzisiaj mamy 04.października.2006 :: 00:32 Mon petit cadeau(4)

Ta strona ciagle wyglada tak samo.Drazni mnie,gdyz pelna jest jakichs resztek zapomnianych,jakichs okruchow starego zycia,zwietrzalych,a miejscami przegnilych wrecz.Archiwum czytac miejscami nie jestem w stanie,bo[nie boli,ale..]echo dzwoni w czaszce pustej mej,ze cos tam powinnam odczuwac,czytajac okreslone fragmenty z wlasnego zycia.Tylko ze tyle razy owe fragmenty juz w duchu miedlilam,iz stracily swoj aromat.Ze starych czasow wydusilam esencje,a nowych dobrych czasow nie ma.Otoz to.Jak niedorysowany komiks o bialych,syfiastych,pustych klatkach,tak sie to zycie teraz przedstawia.Wszystko mnie meczy[jak dlugo tak jeszcze bedzie..?],a ja mecze innych,szczgolnie jakimis dziwnymi aktami popelnianymi w stanie alkoholowego upojenia.
Narzekam?Nie,o jakas wysniona,wydumana pomoc piszcze,o cos,czego nie otrzymam przeciez,bo nie istnieje ten moj wysniony,perfekcyjny ratunek.
Tak bardzo chcialabym miec kogos,kto by mnie kochal,kto by sie mna opiekowal jak dzieckiem.Marze o kims,kto rozbierajac mnie w seksualnym uniesieniu zauwazylby desenie wyrzniete na czerwono w bladej skorze ud i nadgarstkow,i kto wtedy,zamiast chciec wypieprzyc to cialo,otulilby je koldra,ukolysal,zaczal rozmowe,i powiedzial:"Nie rob tego wiecej,bo sie o ciebie martwie".
Wielka,wielka samotnosc,nie zapchana teraz niczym,bo imprezowac nie mam z kim[O.,z ktora jestem na tych cholernych studiach,odnalazla swojego Najlepszego Na Swiecie,tracac tym samym serce do"rozrywki".Opowiada mi o swym zwiazku,to brzmi czasem jak bajka albo artykul z gazety dla kobiet,tak bardzo jej"maz"sie zachowuje idealnie.Bardzo sie ciesze,ze takiego znalazla,ale nic nie moge poradzic na to,ze czuje sie gowno warta,kiedy tego slucham],dyskutowac po angielsku nie potrafie,gdyz krepuje mnie nagle odkryta,ogromna niesmialosc,znajomosci przestalam potrafic nawiazywac z tej samej przyczyny.
Chce mi sie teraz papierosa,ale spalilam wszystkie po poludniu.Uzaleznilam sie od nikotyny,co rujnuje ma wrazliwa tudziez podatna na alergie skore.Glos staje sie chrapliwy.Dobrze.
istnieje mozliwosc,ze jestem w ciazy,tak dawno nie mialam okresu[choc moze to u mnie i normalne],a brzuch stal sie jakis dziwnie zblizony w ksztalcie do gruszki,choc moze to tylko,miejmy nadzieje,tluszcz.
Nie wiedzialabym nawet,czyje by bylo to ewentualne dziecko.Sa trzy,nie,cztery mozliwosci.Moglabym zrobic wyliczanke.Rany Boskie.Rzecz w tym,ze zasnac,a potem obudzic sie w lozku z kims,kto mi sie podoba w jakis sposob i komu podobam sie ja,jest warte miliony,nawet,jesli to tylko jednorazowa historia,cala bajka zamknieta w paru godzinach,jak basniowy romans przekwitajacy z sekundy na sekunde,zaczety o zmierzchu,zeby zwiednac o poranku.Nastepne popoludnie to juz inne stulecie.
jestem Krolewna Na Ziarnku Grochu przezywajaca rok w czasnie godziny.Wydarzenia pedza szybko,rzeczone grochowe ziarnko zabrano po petnastu minutach,ale siniaki pozostaly dluzej.
Potrafie wybuchnac placzem,kiedy ktos mnie dotknie czy przytuli,nie moge sie wtedy uspokoic,tzrese sie jak galareta.Potrafie sie tez pieprzyc bez cienia uczuc.Pelen asortyment.
Za 36 minut bede musiala opuscic uniwersytetowa pracownie komputerowa,bo zamykana jest o polnocy,i wrocic do pokoju,do mojego malego pokoju,gdzie nie mam nic do roboty.Nawet ksiazki,ktore wypozyczylam z biblioteki,sa nudne.
Gdybym byla w Polsce,znalabym juz wszystkich na roku,do cholery!Glupia ja,myslalam,ze zawsze bedzie jak w Dublinie.
Szukalam dzis pracy w tym calym pocztowkowym miasteczku Carmarthen.Puby sa male,malenkie.Mam nadzieje,ze mnie w ktoryms zatrudnia,potrzebuje pieniedzy.I zajecia.Oszaleje,siedzac na campusie tak jak teraz.O.przenosi sie do swojego chlopaka w przyszlym roku,do innego kraju,beda razem mieszkac.Ciarki mnie przebiegaja na mysl o tym,co bedzie,kiedy tu sama zostane.Byc moze decyzja o studiach za granica nie byla najbardziej przemyslana decyzja mojego zycia?Jakiez to przykre,odkryc nagle,ze sie jest ograniczonym narodowosciowo burakiem.
Czuje sie glupia,bo nie znam angielskiej poezji ani artystow,nie potrafie tez zestawiac ze soba slow tak smacznie jak po polsku.Wiec robienie kolazy i rysowanie komiksow z moimi ulubionymi,zlosliwymi tekstami odpada.A teatr,za edukacje w kierunku ktorego chcialam sie zabrac w polsce,to juz w ogole-perfekcyjnej wymowy ne posiadam,badzmy szczerzy,bo i skad.

Optymizmu,optymizmu,kurwa.
Niech ktos po prostu przyjdzie i wyjmie mi ten caly gnoj z glowy.Ja tak ladnie prosze.




Link Dzisiaj mamy 04.października.2006 :: 12:18 Mon petit cadeau(2)
Ojciec zadzwonil wczoraj z Londynu[Szuka tam pracy.Powodzenia.]
Strasznie jest tym podekscytowany,i,chcac uchodzic za swiatowca,rozmowe przeplatal gesto zwrotami w jezyku angielskim.
Na przyklad w ten sposob:"Dobrze,ze szukasz pracy,bo wiesz....NO MONEY,NO FANNY!"
[To sie rymuje w wyglosie.Chodzilo,oczywiscie,o"No money,no FUN".Tak wlasnie wychodza popisy lingwistyczne w jezyku,ktory sie nie do konca zna.
Kiedy zaczelam wyc ze smiechu,nie wiedzial,o co chodzi,a gdy mu wytlumaczylam,szybko zakonczyl rozmowe.Mam nadzieje,ze nie popisal sie zlota mysla w tym stylu przed zadnym swoim nowym szefem]


Robi sie zimno,tak zimno,ze rano szyby byly zaparowane,a zamiast wydychac powietrze,wydychalo sie bialy pioropusz.Cale to ladne miejsce bedzie niedlugo uspione,wieczorne niebo stanie sie czerwonawe w miejsce niebieskiego,co,jak wiadomo,oznacza przenikliwy wiatr.
Przez okno widze drzewo,a kiedy wychyle sie troche bardziej-zielona gore podzielona roznobarwna szachownica cudzych,sielankowych ogrodow.Na jednym ze zboczy pasa sie owce,malenkie jak kropeczki,bo tak sa daleko.
Wczoraj pracownicy porzadkowi kosili trawe pod oknami akademika.Zapach lata jesienia.Slonce[lojace bolesnie po zaspanych oczach].I nawet liscie sa jeszcze na drzewach.Po deszczu-tecza.

Wrocilam wlasnie z zajec.Na przyszly tydzien mam napisac 5-minutowy scenopis.Moja domena,swietnie.Jeno jezyki mi sie pieprza,polskie slowa przytulaja sie do angielskich,i na odwrot.Chyba bede musiala ow utwor splodzic najpierw po polsku,a nastepnie przetlumaczyc.Tak bedzie,dopoki sie nie przyzwyczaje.

Zreszta przyznac musze,ze jesli cos nie wpada mi w uszy samo,to po prostu przestaje sluchac,a zaczynam rysowac.Twarze,komiksowe glowy,nawet portrety stolu z rzutnikiem czy wlasnego dlugopisu.
Dzis zwrocilam tez uwage na pewna dziewczyne,nie wiem,czy byla to praktykantka,czy inna uczennica,ale miala najczystsza linie profilu,jaka kiedykolwiek zdarzylo mi sie zobaczyc.Nosek ostry jak z mangi.Kosci policzkowe zaznaczone wyraznie pod zlotawa skora.Jasne,rozczochrane wlosy.Szyja dluga,ta dlugosc podkreslona jeszcze wyraznym wzorem bialo-czarnych paskow na zwyczajnej,bawelnianej koszulce,jakos wyjatkowo ladnie oblekajacej szczuplutkie ramiona.Jakakolwiek przybierala ta dziewczyna poze,wgladala niczym ze specyficznego obrazu,jak ustawiona do zdjecia.Siedziala w dodatku w ten sposob,ze swiatlo z okna okreslalo zarysy jej ciala jak kontur.Miala charakterystyczna twarz,jedna z tych niby-nie-pieknych-a-jednak...calkiem bez makijazu,to,co przykuwalo uwage,to nie byla uroda w klasycznym sensie,tylko bardzo wyrazne rysy,silny podbrodek przy duzych,pelnych ustach,brwi niczym zapozyczone od barokowej rzezby.
I dwie malenkie,turkusowe cyrkonie w prawym nozdrzu.Ogrodniczki podarte troche na tylku i na kolanie,skarpetki wystajace z niezasznurowanych traperek.Lobuziara.Chcialabym ja poznac.
tak,tak,gapilam sie na nia przez caly czas trwania wykladu zamiast sluchac,przyznaje.Tak,przyznaje.I co.I tak juz z lesbijstwa wyroslam...
Wyroslam?

Po poludniu-Job hunting,mission part II.Miejmy nadzieje,ze juz niedlugo spieszyc bede popoludniami do miasta ubrana w czarne spodnie,koszulke i z fartuszkiem w torbie.Moze nawet popelnie jakis kurs barmanski,gdyz w niektorych ogloszeniach wyczytalam,ze"job training provided".
yay!





Link Dzisiaj mamy 04.października.2006 :: 22:41 Mon petit cadeau(2)

Czy wiesz,jak ja teraz siedze w internetowej pracowni,ktora wszak zaliczana jest do miejsc publicznych?Nie obchodzi cie to pewnie,ale i tak powiem.
Otoz,w spodniach od dresu i malej,bawelnianej bluzie zapinanej na zamek,zalozonej na gole cialo.I w prysznicowych japonkach.A na dworze tak zimno,ze para leci z nosa.Degradacja i degrengolada.

Opowiem Ci dowcip,chcesz?
A wiec tutaj w college'u jest mozliwosc wykupienia lunchu i kolacji.To sie zwie cateringiem.Student,ktory zaplacil,otrzymuje plastikowa karte podobna troche do kredytowej,ktora go upowaznia do dwoch[bardzo,bardzo dobrych,nawiasem mowiac]posilkow dziennie.Dowcip polega na tym,ze jedzenie zapewnione jest od poniedzialku do piatku,zatem,jesli nie ma sie pieniedzy,weekendy sa doskonala okazja,aby zrobic sobie "oczyszczajaca glodowke".[smiech pusty].
Ostatnio pociagnelam cale dwa dni na goracych kubkach i tostach z tesco.Smacznego.

W momencie,gdy to pisze,wiekszosc znajomych z roku[och tak,udalo mi sie jednak poznac pare osob.Plci meskiej,a jakze-coraz bardziej sie przekonuje,ze z facetami o wiele latwiej rozmawiac.Czasem nie zwracaja nawet uwagi na to,ze sie nie odzywam]bawi sie w campusowym pubie,zwanym Student's Union.Czemu mnie z nimi nie ma?A temu,ze wstep dzisiejszy wynosi 4 funty.Dla porownania,tyle samo zaplacilam w Tesco za bochenek tostowego chleba,maslo tesco value,takiz serek i gazete o wdziecznym tytule"That's life".


Moze lepiej zreszta,ze szykuje sie przymusowa abstynencja,gdyz po ostatnim naduzyciu uda i nadgarstki wciaz jeszcze bola jak diabli.Glupia ze mnie cipka.
Nie rozumiem zreszta jednej rzeczy-w dzien nie znalazlbys weselszej osoby niz ja,mimo,ze czesto sie boje.Dopiero,kiedy na chwile zostaje sama,i na przyklad poczuje zapach perfum,ktore kojarza mi sie z czyms,czego juz nie mam,albo zobacze cos,nawet slowo w ksiazce,ktore ktos kiedys powiedzial,wtedy dzieje sie cos dziwnego,tak,jakby te wszystkie pierdoly byly w mocy obedrzec czlowieka ze skory.Pije,zapalam swiatla,bo ciemnosc przeciez straszna,wariuje.

Papierosa mi sie chce.

O,przyszedl mi do glowy jeszcze jeden dowcip.
Prawie wszyscy inni studenci[dokladnie to mam na mysli:wszyscy]maja tu ze soba laptopy,telewizory,DVD czy przenosne lodowki[sic!]w pokojach.Zatem kiedy wychodza,na przyklad na zajecia,to dbaja,aby zamknac za soba drzwi.Ani O.,ani ja czynic tego nie musimy,gdyz nasze laptopy naleza do specjalnego gatunku niewidzialnych,tak samo jak telewizory i inne takie.Wyjatkiem jest moja lodowka,ktora umie biegac i ktora zawsze wszedzie za mna chodzi,ma tylko jedna wade,mianowicie nikt poza mna nie umie jej dostrzec.
Takie ubostwo przydaje sie,kiedy ktos tak dba o sczegoly jak ja i na cala noc zostawia klucz w zamku po zewnetrznej stronie.Zreszta,ja zlodziei zapraszam serdecznie,niech sobie kradna-portfel i komorke[model szalenczy,nie produkowany juz od pewnego czasu]nosze ze soba,a moje ciuchy nie pasowalyby pewnie na nikogo,jako,ze wiekszosc dziewczat jest tutaj znacznie grubszych.


Link Dzisiaj mamy 06.października.2006 :: 12:22 Mon petit cadeau(1)
Dzis w nocy zrobiono nam cwiczenia przeciwpozarowe.
Swietny,doprawdy,pomysl,zwlaszcza,ze nikt nie wiedzial,iz to sa tylko cwiczenia.
Spalam gleboko,kiedy nagle na granicy jawy i snu pojawilo sie jakies dokuczliwe,swidrujace,elektroniczne wycie.Jeszcze nieprzytomna,myslalam,ze to domofon.Ale zaraz zdalam sobie sprawe,ze przeciez to akademik,domofonu nie ma.Telefon?
Odglosy licznych krokow na schodach.Otworzylam drzwi i ukazal sie widok zaiste przedziwny-mnostwo dziewczyn w plaszczach czy szlafrokach frotte narzuconych na pizamy.Na usta cisnelo sie zasadnicze pytanie:"What the fuck is this?"
"Fire alarm"-uzyskalam odpowiedz.Yay.

Na dworze bylo ciemno[jak zwykle noca],zimno cholernie[jak zwykle noca]i padalo[jak zwykle w Walii,czy to dzien,czy noc].Doskonala pogoda na japonki oraz satynowe spodenki.Po pietnastu minutach przyszedl accomodation officer,stary pierdziel,i poczal narzekac,ze niektore z nas w ferworze ewakuacji pozamykaly pokoje na klucz[ach,te laptopy...],a przeciez kazdy pokoj trzeba sprawdzic..

Pozwolono nam wrocic do pokojow,ale alarm wyl jeszcze co najmniej pol godziny,a zapewniam cie,kochanie ty moje,ze dzwiek ow w zadnym razie nie przypomina kolysanki.Zajecia dzis byly na 9:15.

Niektorzy alarm przespali.
"I slept through all that"powiedzial dumnie S.,znajomy z roku.Jego kumpel G.dodal:
"Oh yeh,we saw his door were closed and asked:'Should we wake him up?'and that officer guy sez:'Nah,he'll be ok.'"

Wzruszajaca troska o blizniego!






Link Dzisiaj mamy 06.października.2006 :: 20:22 Mon petit cadeau(4)

MAM PRACE!!!!!!

I bede sie uczyc,jak barmanka byc!!

I'm fucking brilliant am I not.



Link Dzisiaj mamy 09.października.2006 :: 12:02 Mon petit cadeau(1)

Czy wiesz,kochanie Ty moje,jak dobra to zabawa,uczyc sie poslugiwac prawdziwa,prawie profesjonalna kamera?
Ja wiem-wyszlam wlasnie z zajec o nazwie Making the Media II:Movie production[juz sama nazwa brzmi obiecujaco].

Obznajomiono nas z podstawami podstaw[czyli jak zlozyc i wlaczyc sprzet],a nastepnie puszczono wolno po campusie,zebysmy sie pobawili.
Z lekcji wynieslismy wiele.
Po pierwsze-tak,w tym mikrofonie SLYCHAC.
Po drugie-zoom nalezy przyciskac delikatnie.
Po trzecie-ludzie nie wydaja sie szczegolnie zachwyceni,jesli filmuje sie ich przez szybe w oknie.
Po trzecie-maksymalne zblizenie cudzych dziurek w nosie zadna miara nie wyglada pasjonujaco.
Za to slonce bardzo ladnie wychodzi w kadrze.

Za tydzien-podstawy obrobki tasmy.Nie moge sie juz doczekac!
[powaznie].


Link Dzisiaj mamy 10.października.2006 :: 21:36 Mon petit cadeau(0)

Z wieczornego spaceru przynioslam kisc pomaranczowej jarzebiny.Pachnie agrestem,a wyglada niczym pokurczowate jabluszka.

Carmarthen jest jak z pocztowki:takie ciche,malomiasteczkowe uliczki,wiatr pachnacy trawa i jesiennymi liscmi.Tylko psow szczekajacych nie slychac.


A poza tym,rzucam palenie.
Dzisiaj-Dzien Bez Papierosa nr.1.
Dosyc tego dobrego.


Link Dzisiaj mamy 11.października.2006 :: 22:02 Mon petit cadeau(4)

Zycie studenckie,rozdzial pierwszy.

Wcale sie nie spodziewalam,ze pojde wczoraj na impreze.A jednak zycie niesie wiele niespodzianek,calkiem sympatycznych.

W skrocie-poznalam ciekawego chlopaka,ktory pracuje jako drag queen.Caly wieczor chodzil w takich szalenie dziwkarskich butach na wysokich obcasach.Pozwolil mi je pozniej zmierzyc i o malo sie nie zabilam,ale to tez pewnie dlatego,ze wypilam mnostwo czegos,co zwie sie sambuca[dobre]i tequili[niedobre].
Tak zadymilismy hostel,ze wlaczyl sie alarm przeciwpozarowy.
O.dlugi czas siedziala w pokoju razem z kolega z kursu.Rozmawiali."Swietnie sie rozmawialo",mowila O.,"on jest taki sympatyczny,bede miala kumpla".
Dzisiaj na Myspace'owym profilu owego kolegi pojawila sie pelna frustracji notatka o tresci:"Pieciu na szesciu chlopakow z mojego domu zaruchalo.A ja nie.nigdy mi sie nie udaje!".
O,naiwnosci.

Jak wrocilam do wlasnego pokoju,nie pamietam.
Rano zaspalysmy obie,i O.,i ja,zatem nie pojawilysmy sie na zajeciach,mimo,ze bardzo sie rano staralysmy zdazyc.
Swietnie musialam wygladac,rozkudlane wlosy zwiazane w pospieszna kitke,bez makijazu ani bez stanika,w cienkim sweterku i jeansach[pierwsze rzeczy,jakie podnioslam z podlogi],w slad za mna ciagnace sie na metr dlugie,zielone sznurowadla od wysokich,wlozonych byle jak trampek.
O.miala troche wiecej czasu,bo na 20 minut przed 'godzina zero'obudzil ja SMS od "meza".Zdazyla przynajmniej wziac prysznic.
Oj tam,niech zyje pelna naturalnosc.


Link Dzisiaj mamy 17.października.2006 :: 19:53 Mon petit cadeau(1)

Opowiem dowcip,dobrze?Tak,wiem,ze znowu.No prosze!Bedzie co prawda dlugi,ale jakos mam na niego ochote.Znaczy,powiedziec ochote mam.Zatem zrobie to niezwlocznie,bo gdzie,jak nie w sieci.A to naprawde jest smieszne,jak sie temu przyjrzec!

Wiec

Nastroj mi sie zmienia na wzor ruchu hustawki:w dol,jeszcze nizej,do gory.I z powrotem.
Na przyklad,jeszcze wczoraj wyjscie z akademikowego pokoju zdawalo sie diabolicznie przerazajace,a glosy ludzkie przez te cienkie sciany przenikajace powodowaly ataki strachu,bo przeciez a nuz wyjde na korytarz i ONI wszyscy tez,tyle ich,i trzeba sie bedzie[rany Boskie!]odezwac.Plakalam na widok butelki perfum.Pojscie na lunch jak wejscie na wulkan,twarz pod wlosami wciaz jeszcze denerwujaco zbyt krotkimi na to,zeby sie schowac.Zimno.

A dzisiaj co?
czuje sie calkiem normalnie.
NORMALNIE!

I mam to na mysli.Zadnej checi na to,by sie napic,zadnych snow o papierosie,porzuconym mym oralnym kochanku.Zadnej wiecznotrwalej irytacji.Zadnych trzesacych sie dloni.Nie musialam meczyc sie z przerywajacym radiem w 'empetrojce',zeby zagluszyc jakies glupoty,ktore w glowie dzwonia.Moglam patrzec ludziom na twarze.Moglam dotknac rozbitego lustra,ktore lezy na podlodze w moim pokoju,bez przemoznej checi,aby je po glupiemu wykorzystac.
Zachcialo mi sie slodyczy i na spacer.I rozmawiac.Rozmawialam z ludzmi.Dzisiaj.

Moze
TO
czymkolwiek jest
jednak minie samo


I nie,to nawet nie byl piekny,cieply,sloneczny dzien,co podnosi morale.
Lalo jak cholera.Ladne kolory,szary w powietrzu i zielono-zielony,czerwony,zloty,niebieski wszedzie indziej.
Ludzie wygladali jak z komiksu,jak narysowani pisakami o cienkich koncowkach.Chcialabym umiec tak rysowac.
Mnie tez moglby dzisiaj ktos narysowac,bo
mam na sobie koszulke w paski,spodnice w kropki i bransoletke w pepitke,wszystko w gamie czarno-bialej.Czarna marynarka,czarne buty,czerwona szminka,zielone oczy grubo obsmarowane czarna kredka,biale policzki.
Graficznie.
I perfumy,ktore daja mi pewnosc siebie.To jest ten zapach,ktory mnie przytula zamiast otaczac.

Od patrzenia w monitor boli glowa.
Glowka raczej.Gloweczka.
malenstwo moje.

Wbrew pozorom,jest to notatka w nastroju pozytywnym.







Link Dzisiaj mamy 19.października.2006 :: 14:58 Mon petit cadeau(5)

Dialogi


Wyklad na temat zastosowania technik kinematograficznych.
Kobieta,ktora wyklad prowadzi,usiluje zwrocic nasza uwage na znaczenie ujec w filmie,na to,jak kreuja one nastroj scen.

Kobieta[po 2ch godzinach dochodzi do puenty]: So,why does it make us laugh?

Glos z sali:Because it's funny.




Podczas lunchu.
O.i ja odkladamy puste tace na miejsce.Po drodze musimy minac dwoch starszych facetow pograzanych w dyskusji.Na ziemi,kolo buta jednego z nich,lezy przedmiot podobny do baterii.

O.[puka faceta po bramieniu]:excuse me,u dropped something.

Facet[omdlewajacym glosem]:Ohh,I dropped my lipstick!Thank you!




...Awesomeness.
Coby tchnienia glamour'u nie zabraklo,dodam,ze uruchomilam dzisiaj alarm w toalecie dla niepelnosprawnych,ciagnac za zwiasajacy z sufitu sznurek,ktory wydal mi sie spluczka.Spieprzalam stamtad niczym Speedy Gonzales,spodnice zapinajac w biegu.





Link Dzisiaj mamy 23.października.2006 :: 15:05 Mon petit cadeau(10)
Okno na inny swiat-
Dublin


Nie moglam zmniejszyc tych zdjec,bo kiedy sa duze,widac na nich wszystko,nawet miny,jakie mieli ludzie,kiedy ich 'zlapalam'znienacka.
Nie wszystko miesci sie od razu na ekranie,wiec polecam przesuwac kursorem w bok,tak jak robisz to teraz,zeby przeczytac to zdanie do konca:)


Image Hosted by ImageShack.us



Image Hosted by ImageShack.us



Image Hosted by ImageShack.us



Image Hosted by ImageShack.us
'sorry missus,have u 20 cents on ya?'


Image Hosted by ImageShack.us



Image Hosted by ImageShack.us



Image Hosted by ImageShack.us
O'Connell Street


Image Hosted by ImageShack.us








Archiwum

2008
8
7
6
5
4
3
2
1
2007
12
11
10
9
8
7
6
5
4
3
2
1
2006
12
11
10
9
8
7
6
5
4
3
2
1
2005
12
11
10
9
8
7
6
5
4
3
2
1
2004
12
11
10



Linki

PlanetOut

lesbijka

ploty

SS

YuMe

database

o ludziach

streetpeeper

Dublin!

streets of warsaw

tak chodzą tam daleko

the sartorialist

bańka

komikslista

Mar.

M.

winne

J.

L.

BM

P.

uTube

?

zawartość niekwestionowana

ukradnijmy muzykę.

elegance in stupidity




(c) layout by Inez for Szablony.Blogowicz